Od dłuższego czasu nosiłam się z pomysłem utworzenia tego wpisu. Aż nadeszły wakacje, które wyjątkowo sprzyjają sięgnięciu po tematykę związaną z górami:)

Oto ogłaszam – nie jestem jedyną Matką na Szczycie. Żadne to zresztą odkrycie – każda z Was jest przecież Mom (n)on (s)top – matką pełnoetatową i na topie swoich możliwości, dającą z siebie wszystko, co najlepsze!
Ale, jeśli patrzeć bardziej dosłownie i skupiać się jedynie na tych górskich, fizycznie istniejących szczytach, to także nie jestem odosobnionym przypadkiem blogującej górskiej mamy.  

O tym, czym jest dla mnie Szczyt już mniej więcej wiecie. Na przestrzeni lat moje uczucia względem niego się zmieniały i nadal są dość skomplikowane. To taki trudny związek, w którym ja i Szczyt kłócimy się i godzimy, on rzuca mi kłody pod nogi, a ja obrażam go wyzwiskami, ale potem padamy sobie czule w objęcia:)
Szczyt wiele mi dał – gdyby nie on, być może nigdy nie powstałyby moje książki i blog – ale też nieco mi zabrał. Nie umiem krótko posumować tej naszej relacji, ale w tym momencie mojego życia mogę powiedzieć, że cieszę się, że tutaj mieszkam.

 

Dziś chciałam przedstawić Wam inne Matki na Szczytach, czyli pełne pasji blogujące „górskie” mamy, góralki z pochodzenia, lub z wyboru, których zapytałam, jak takie specyficzne miejsce zamieszkania wpływa na ich macierzyństwo, blogowanie i życie.
Oddajmy więc głos innym Matkom ze Szczytów:
(* Zdjęcia ilustrujące poszczególne wypowiedzi pochodzą oczywiście od ich autorek).

 

 

Ania – moja najbliższa blogerska sąsiadka. Łączy nas pasja do mody i folku, a także to, że mamy dzieci w podobnym wieku i obie brałyśmy ślub dokładnie tego samego dnia, miesiąca i roku:)
Jej Blog jest dla mnie źródłem inspiracji, a piękne zdjęcia i stylizacje zawsze cieszą oczy.

 

Anna:

Zakładając bloga, wtedy jeszcze pod nazwą ,,Szpilki pod Giewontem” nie miałam pojęcia jak bardzo wpłynie on na moje życie. Miał być odskocznią od codziennych obowiązków związanych z wychowywaniem małej córeczki i prowadzeniem domu.
Jeszcze przed zajściem w ciążę intensywnie zaczęłam interesować się wspinaczką. Wycieczki w góry pochłonęły mnie bez reszty. Jak w wielu przypadkach bywa, urodzenie dziecka wywróciło mój świat do góry nogami:) Dla osoby z pasjami i która pracowała będąc non stop wśród ludzi takie nagłe przystopowanie dało się we znaki. Mieszkając pod lasem, nie mając wielu sąsiadów i będąc sam na sam z Marysią, podczas gdy mąż pracował, nie mogłam do końca odnaleźć się w nowej sytuacji.
Jak tylko Marysia troszkę podrosła stwierdziłam, że muszę zacząć coś robić/działać! Ileż można gotować obiadki i sprzątać?! Jako że od dziecka byłam (podobno :P) plastycznie uzdolniona, zaczęłam tworzyć regionalną biżuterię. Komplety powstawały jeden po drugim i cieszyły się zainteresowaniem wśród koleżanek i rodziny. Z czasem postanowiłam pokazać je szerszemu gronu.
Tak narodził się pomysł założenia bloga. Zdjęcia kolczyków czy naszyjników na stole nie zadawalały mnie w pełni, dlatego zaczęłam prezentować je na znajomych dziewczynach:) 
 
 

 

 

Później już poszło! Wpisy dawały coraz więcej radości. Pomysły na stylizacje powstawały zwykle spontanicznie, a sesje zawsze były okazjami do śmiechów i chichów. Z czasem dwie moje ,,modelki” zostały moimi serdecznymi przyjaciółkami i od jakiegoś czasu razem prezentujemy modę góralską i nie tylko. Blog zmienił też nazwę na bardziej oficjalną. Widząc, że ludziom podoba się to co robimy, jeszcze więcej sprawia mi to radości.
Góry zawsze będą ważną częścią mojego życia, nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieszkać gdzie indziej. Chociaż czasem pogoda daje się we znaki i klnę pod nosem na zimno i deszcz to i tak kocham to moje miejsce pod lasem najbardziej na świecie. Chcę pokazywać piękno naszych Tatr i ludzi, którzy tutaj tworzą. Zwłaszcza kobiet. Góralki są niesamowicie silne, uparte i nieugięcie dążą do celu. Przy tym są serdeczne i skłonne do pomocy. Uważam, że warto to pokazać.

 

 

Irminę poznałam przy okazji konkursu u Matki Wygodnej (wiele znajomości się wtedy narodziło, co Antyterrorystka?;p)
Od razu rzuciła mi się w oczy i zapadła w pamięć, gdy dowiedziałam się, że mieszka w mojej ulubionej Austrii. Przyznam się, że trochę jej tego zazdroszczę;)

 

Irmina:

Moje życie zmieniło się wraz z przeprowadzką- temat wyjazdu za pracą za granicę w dzisiejszych czasach niestety nikomu nie jest obcy.
Trafiliśmy na małą wioseczkę w austriackich Alpach- piękne miejsce, oaza spokoju, a widok gór i pięknych krajobrazów dookoła jeszcze kilka lat temu był oderwaniem się od problemów i codzienności.
Nie mieszkamy wysoko w górach ale towarzyszą nam one jako tło, pamiętam jak na początku, gdy tutaj przyjechaliśmy mogłam siedzieć i patrzeć się w nie jak zaczarowana. Inne powietrze, dookoła lasy, pola… ludzie mieszkający tutaj przyjaźni, życzliwi i tacy bardziej beztroscy. Mieliśmy okazję się przeprowadzić do większego miasta, ale chyba wszyscy za bardzo do tego miejsca się przywiązaliśmy… a odkąd na świecie pojawił się Natek to wszystko nabrało jeszcze większych kolorów.
Uwielbiam patrzeć na to, jak swobodnie może biegać po polach i łąkach, kiedy mamy ochotę idziemy do lasu, nad rzeczkę, na pobliski staw nakarmić kaczuszki,. I za to kocham to miejsce- nie ma tutaj nic, nic się nie dzieje, a jednak jest tyle możliwości spędzania czasu, bierzemy plecak i kocyk i idziemy przed siebie 🙂 Uwielbiam robić zdjęcia, a nasze góry są idealnym tłem, aparat zawsze mi towarzyszy. Za co jeszcze lubię to miejsce? Na pewno za cudowne zimy, za te pokłady śniegu i piękne krajobrazy!
 
 

 

O Góralskiej Mamie, czyli Martynie,  dowiedziałam się, gdy zostawiła komentarz na moim blogu. Niezmiernie mnie to ucieszyło, bo chcę poznawać jak najwięcej takich mam, które mają podobne do moich – górskie doświadczenia.
Jak chyba każda mama z gór, i Martyna mieszka w pięknym miejscu, a są to urokliwe okolice Zalewu Czorsztyńskiego.
A jaką ma cudną spódnicę!;)
 
 
Martyna:
Witojcie ! Z tej strony Martyna, 22-letnia mama półtorarocznej Baśki. Na stałe mieszkam w górach od trzech lat. Z racji tego, iż w moich żyłach płynie góralska krew, to od zawsze ciągnęło mnie w te podtatrzańskie rejony. Los stanął po mojej stronie i postawił na mojej drodze górala, za którego wkrótce wyszłam za mąż. Po pewnym czasie na świat przyszła nasza córcia i tak oto stałam się góralską mamą.
Życie w górach jest dla mnie bajką, o której chyba zawsze marzyłam. To właśnie tu jest teraz mój dom i jestem pewna, że spędzę tutaj resztę swojego życia. Ta górska cisza i ten spokój dają mi mnóstwo radości, a widok z balkonu wręcz dodaje skrzydeł. Budzę się rano, spoglądam na góry i na jezioro i od razu wiem, że to będzie dobry dzień. To właśnie wtedy włącza się moja kreatywność i w głowie pojawia się milion pomysłów na nowy dzień… Biorę głęboki oddech tego porannego rześkiego powietrza i od razu budzi się we mnie chęć do życia i do działania. 
 
 
Bycie mamą w górach to świetna sprawa. Natura jest na wyciągniecie ręki, a to jest dla mnie wyjątkowo ważna sprawa w wychowaniu małego człowieka. Krowy, konie, barany – sprawiają, że na twarzy mojej córeczki pojawia się cudowny uśmiech. Łąki, pola i lasy – to miejsca, w których najchętniej spędzamy nasz wolny czas. Kamyki, jezioro, drzewa i kwiaty – to najciekawsze rzeczy do zbadania przez małe rączki. Jak każda mama – potrzebuję czasami chwili odpoczynku. Najczęściej relaksuję się siedząc późnym wieczorem na balkonie z kubkiem gorącej herbaty i wsłuchując się w tą naszą górską ciszę.
Jestem blogującą kobietą. I muszę zwrócić uwagę na to, że tworząc to moje miejsce w sieci – bardzo zależało mi na tym, aby nawiązać do mojego miejsca zamieszkania. I tak oto powstała Góralska Mama i właśnie pod takim loginem można mnie spotkać w blogosferze. Na blogu często pojawiają się zdjęcia z naszej codzienności. Często są one pełne radości i uśmiechu, bo takie właśnie dla mnie jest życie w górach – niesamowicie spokojne, a jednocześnie niezwykle radosne. 
 
 
4. PORTKI NA SZELKACH

 
Ania jest „góralką z wyboru”. W Pieniny przeprowadziła się z drugiego końca Polski. Na swoim blogu pokazuje piękno okolic, w których mieszka i zaraża pasją. Uwielbiam jej nastrojowe, w pełni profesjonalne zdjęcia, które zachwycają.
Z Anią miałyśmy okazję spotkać się osobiście podczas „Spotkania na Szczycie„, czyli zjazdu blogujących mam w Kościelisku. Ale tak naprawdę bliżej poznałam Anię dzięki temu, że obie brałyśmy udział w rewelacyjnej akcji „Małopolska – święta jak w domu„.
 
 
 Ania:
Podobno życie bez podróży jest jak potrawa bez soli, dodałabym więcej, że życie bez gór również nie miałoby smaka… Aby więc nasze życie było odpowiednio „doprawione” kilka lat temu opuściliśmy północ Polski i przenieśliśmy się tu, w góry zakładając swoje rodzinne gniazdko.
 
 
Codziennie rano z okna widać szczyty, wdychamy górskie powietrze w drodze do pracy, przedszkola, ale dla nas to za mało, my góry lubimy czuć, przeżywać i dlatego często ruszamy na szlak.
Baliśmy się jak to będzie, gdy pojawił się Kuba. Krok po kroczku, wycieczka po wycieczce zarażamy go naszą pasją i z coraz większą ochotą sam pakuje swój plecak i z uśmiechem maszeruje razem z nami. I to nam póki co wystarczy.
 

5. Podhale Moje Miejsce Na Ziemi

 
Karolina nie ma bloga i nawet nie mieszka w górach, ale prowadzi bardzo ciekawy fanpage na fb, który zrodził się z jej wielkiej miłości do Tatr i Podhala.
Ta pasja Karoliny wzbudziła we mnie dużą sympatię i… przypomniała mi moje młodzieńcze lata. Ja także kiedyś marzyłam o tym, by zamieszkać na Podhalu. W czasach liceum byłam zakochana w góralskiej tradycji i kulturze, a wyjazd w Tatry był dla mnie największym powodem do radości.
Od tamtej pory minęło jakieś 15 lat. Zdążyłam zapomnieć o młodzieńczych marzeniach, miałam już całkiem inne plany, a oto jestem tutaj – na Szczycie, pod Tatrami, dokładnie tak, jak to sobie w szczenięcych latach wymarzyłam.
Z całego serca życzę Karolinie, by jej marzenia także się spełniły!
I całkowicie zgadzam się z jej stwierdzeniem, że istnieje rodzaj miłości, który jest miłością do miejsca. I jest to uczucie bardzo silne! (choć w moim przypadku, nie dotyczy ono Szczytu;p)
 
 
 
Karolina:
Z górami u mnie było tak : pamiętam z czasów szkoły podstawowej swoje zamiłowanie do muzyki góralskiej, ustąpiło ono dojrzewaniu. Mimo że w liceum byłam na wycieczce z klasą w Tatrach, nie uderzyły one we mnie tak, jak niedługi czas później.
Z chłopakiem pojechaliśmy zimą do Zakopanego.. i płakałam kiedy wyjeżdżałam. Płakałam za widokami, za śniegiem, muzyką w karczmach, za góralami w strojach ludowych. Tęskniłam szalenie.
Udało się przyjechać w podróży poślubnej, cisza spokój i brak śniegu, a liczyłam, że będzie, bo w listopadzie różnie z tym bywa. Zawirowania życiowe spowodowały, że wróciłam w Tatry dopiero za jakiś czas i to zupełnie przez przypadek! (…). Moja córka miała wtedy troszkę ponad 2 lata. Ja chłonęłam całą sobą z Chochołowa. Widoki były, prawdziwi górale i góralki też. Słuchanie gwary było najwspanialsze chyba w tym wszystkim – taka wisienka na torcie:) Po 3 tygodniach powrót i płacz.. czy uda się tu wrócić?
Byłam za rok i za kolejny. Teraz czekam znów, żeby się tylko udało wyjechać, bo już teraz tęsknimy nie tylko za górami, ale i za ludźmi, których znamy osobiście i prawdziwie. Tęsknimy obie. Kiedy słyszę od córki „mamoooo!!! jak tu pięknie!!!” albo „mamooo…czy zapiszesz mnie do takiej szkoły, w której uczą tak tańczyć?”, kiedy oglądała występ dzieci z zespołu góralskiego – po prostu się wzruszam; wiem, że moje dziecko też chłonie te wspaniałości. Nie wmuszam jej nic na siłę. nad morzem też była, ale na góry czeka bardziej:) Ma wybór i wybiera sama. Cieszy mnie, że chce jeździć ze mną co roku w to piękno. Jedynie martwi mnie, że każe mi śpiewać po góralsku… przecież nie umiem i nie będę umiała;)
Dziś słyszałam kolejny raz „Dziadku.. wiesz.. jak wracałam z przedszkola to widziałam góry.. Kiedy ty mnie tam w końcu zawieziesz.? Ja czekam i czekam!” Wzrok ma niezły… z Łodzi panoramy jeszcze nikt nie widział 🙂
Ale rzeczywiście z miejsca, w którym mieszkamy, na południu widać nad drzewami chmury, które pocieszają nas – udają Tatry:) A moim marzeniem jest przyjechać na Podhale w okolicach Świąt Bożego Narodzenia. Obserwowanie tradycji, słuchanie pastorałek.. na samą myśl mnie zatyka. Nie jestem w stanie opisać, co czuję. Nie da się. To jest miłość do miejsca- taka też istnieje i cieszę się, że mamy z córką wspólnie ukochane miejsce.

A może jeszcze znajdzie się jakaś „górska” mama, która chciałaby coś dodać?
A Wy, drodzy czytelnicy, co lubicie w Waszych miejscach zamieszkania? Dostrzegacie więcej zalet, czy wad tych lokalizacji?
Jesteście tam, gdzie chcecie być, czy może marzycie o przeprowadzce?

  • Super pomysł, ja poznałam "Szpilki pod Giewontem" i bardzo mi się ten blog podoba, do reszty na pewno zaglądnę:-) Pozdrawiam wszystkie!:-)

  • Bo Matki na Szczytach to fajne babki są 😀

  • Świetny pomysł z tym wpisem 🙂 Zajrzę do innych mam na szczycie, ale do Ciebie mam słabość 🙂 tak samo jak do samych Tatr i Zakopanego mimo, żę wszystkie góry sa piękne, ale ja kocham Tatry i już 🙂 To co, że Zakopane wciąż zatłoczone…..

  • Świetne! Wszystkie. Zaglądam i się zachwycam, szczególnie modowymi 🙂

  • Nawet nie wiedziałam, że jest tyle ,,góralskich mam"! Super, z pewnością zaglądnę do pozostałych dziewczyn i jeszcze raz bardzo dziękuję, za umieszczenie mojej skromnej osoby w tym wpisie :***

  • Bardzo mi miło:)
    Postaram się, żeby w czasie wakacji pojawiało się tu jeszcze więcej Tatr i Podhala, mam nawet pewien nowy pomysł:)

  • Prawda? Też uważam, że same świetne blogi Wam tu pokazałam:)

  • A ja dziękuję, że zechciałaś dołączyć do mojej "akcji";)
    Pewnie blogujących góralskich mam jest jeszcze więcej, ale nie sposób wszystkie tak od razu znaleźć. Może z czasem natrafię na następne:)

  • Wspaniałe Kobiety 🙂
    Góry mają w sobie coś pierwotnego
    Bardzo Wam wszystkim zazdroszczę tego zbliżenia z Matką Naturą

  • wszystkim Wam zazdroszczę widoków!

  • Cudowne Kobiety, cudowne widoki. Ty wiesz, że jakbym mogła to już bym pod jakimś szczytem albo na nim mieszkała:) Matce Wygodnej trzeba solidnie polać za znajomości 😀

  • Ja na tym swoim Szczycie chyba najbardziej cenię spokój. Kiedyś ten spokój mnie przytłaczał, ale teraz, po latach, go cenię. Wprawdzie w sezonie turystycznym trudno nazwać Podhale spokojnym miejscem, ale na szczęście na nasz Szczyt jeszcze niewiele turystów dociera;)

  • Jak to głosi stary góralski dowcip – widoki byłyby jeszcze piękniejsze, gdyby te góry ich nie zasłaniały;)

  • Musimy się zrzucić na co najmniej beczkę wina;)

  • Albo i lepiej 🙂 dwie beczki

  • I worek oscypków na zakąskę;)

  • I nas na tydzień w gratisie do tych smakołyków 🙂

  • Nie znam żadnego z blogów, ale na pewno je odwiedzę, a już nazwa "Portki na szelkach" po prostu mnie zauroczyła :).

  • Tak, nazwa bardzo udana:)

  • Alllleee będzie impreeeza!:D

  • nawet nie wiedziałam, że nas matek na szczycie jest więcej… ale jak to mówią, w kupie raźniej 😀
    pozdrowienia dla wszystkich "sąsiadek" !

  • Myślę, że jakby się dokładniej poszukało, to jeszcze więcej by się ich znalazło:)

  • Bardzo chętnie poznam Matki na Szczycie, które nam przedstawiłaś. W lipcu będzie co nie co czasu, to wtedy się im przyjrzę 😉
    Powinnyście sobie zorganizować jakieś Spotkanie…
    Pierwsze prawdziwe spotkanie matek na szczycie 😀

  • Świetny pomysł z tym wpisem 🙂
    Mieszkam nad Morzem, pięknym Morzem do którego ciągnie tłumy turystów przez cały rok. Mnie jednak nie ciągnie. może właśnie dlatego, że tak blisko tego Morza mieszkam 🙂 Podobają mi się góry 🙂 W 2013 roku wybrałam się z moim mężem do Zakopanego i właśnie tam poczęła się Nasza córka 🙂 Boli mnie ogromnie, że do Zakopanego jest tak dużo kilometrów, tak dużo godzin jazdy autem… czekam aż Nasza Hania będzie starsza i będziemy mogli sobie pozwolić na dłuższy wyjazd 🙂

  • A te spódnice…..! Piękne!

  • Ja dziś jadę mierzyć swoją:D 😀 😀
    Jeśli będzie ok, to ruszy "produkcja", ale ciiii…. 😉

  • Rozumiem doskonale, bo mam podobnie, tylko w drugą stronę;) Od lat nie udaje nam się wyjechać nad morze, bo to dokładnie drugi koniec Polski i cała wielka wyprawa, a już bardzo za tym morzem tęsknię!

  • Może po prostu zaproszę wszystkie na Szczyt i zrobimy wielką balangę:) Ty by dopiero było spotkanie!;) A przy tym nie trzeba by się było namęczyć przy organizacji;)

  • a może tak wakacyjne ognisko na szczycie?
    nawet nad morzem czuć byłoby zapach naszych pieczonych kiełbasek 🙂

  • Jestem jak najbardziej za!!! 🙂

  • to kiedy ta "bibka"??? 🙂

  • czekam więc 🙂

  • No właśnie, to kiedy?:) Ja już pędzę po oscypki;)

  • Niech no tylko pogoda się poprawi, żebym mogła ładne fotki porobić!