To jeszcze jeden wpis, który dotyczy treści mojej najnowszej powieści. Podobny powstał także w związku z „Wiosną po wiedeńsku”, a możecie znaleźć go TUTAJ.

Miejsca są dla mnie niezwykle istotne. Są takim punktem, w którym łączą się moje pasje i wzajemnie przenikają. Miejsca są dla mnie jednym z głównych źródeł inspiracji i nie wiem, czy potrafiłabym napisać książkę, której akcja toczy się w lokalizacji wymyślonej, nieistniejącej (chociaż próbuję;)). 

Dziś zapraszam Was do mojego ukochanego Krakowa. Do jesiennego Krakowa. Do Krakowa Konstancji. Do Krakowa z „Jesieni w Brukseli”. 

Jesień na krakowskim Osiedlu Europejskim

W tym wpisie zobaczycie większość miejsc akcji powieści (zajrzymy nawet do mieszkania bohaterki) oraz będziecie mieli okazję przeczytać kilka fragmentów. 
Zdjęcia miejsc akcji powieści znajdziecie także w albumie „Kraków Konstancji” na moim fp.

 

Zaczynamy od miejsca najważniejszego, bo przecież „Jesieni w Brukseli” nie byłoby bez Brukseli. A krakowska Bruksela, czyli najnowszy budynek na Osiedlu Europejskim wygląda tak: 

 

 

 

Wnętrze mieszkania Konstancji i czerwonego pufa – główny mebel występujący w książce, mieliście już okazję zobaczyć (np. TUTAJ lub TUTAJ), ale podrzucam jeszcze raz, bo wiem, że niektórzy z was zaglądają tu od niedawna:)

 A dlaczego skromna ulica Braci Jabłonowskich pojawia się w tym zestawieniu? Właśnie dlatego: 
Mojego wysłużonego błękitnego nissana zaparkowałam jak zwy­kle na Braci Jabłonowskich. Idąc na Rynek, zawsze zostawiałam auto właśnie tam. Wspomniani psychologowie określiliby to ter­minem <sztywność poznawcza> i pewnie mieliby tym razem rację. Przemek moje rozmaite przyzwyczajenia określał krótszym termi­nem: zdziwaczenie.”

Konstancja bardzo lubiła krakowski Rynek. Na Rynku umawiała się ze znajomymi, ale co ważniejsze – właśnie na Rynku powieść się kończy: Jak się kończy? Niektórzy już wiedzą, prawda?:)

 

To ulica Dietla, na której w książce nic się nie dzieje, ale niedaleko od tego miejsca jest Rondo Grzegórzeckie, w którego okolicy była siedziba firmy Zlewika.
A pokazuję Wam to zdjęcie dlatego, że to jedno z moich absolutnie ulubionych zdjęć Krakowa, wykonane przez świetnego krakowskiego fotografa (a prywatnie przesympatycznego faceta) – Jana Ulickiego.

źródło: https://www.facebook.com/foto.ulicki

Niedaleko mieści się także Galeria Kazimierz, a w niej amerykańska restauracja Jeff’s, gdzie Konstancja spotyka się z Elizą, by podzielić się wrażeniami z całkiem niecodziennej rozmowy o pracę.

źródło: Stary Kleparz, https://www.facebook.com/photo.php?fbid=554034474665061&set=pb.248207948581050.-2207520000.1397214950.&type=3&theater

A to archiwalni Matka i Syn na Szczycie pod Galerią Kazimierz.

 


Mały Rynek to… no, cóż, to właśnie mały rynek, mieszczący się o jedną przecznicę od Rynku Głównego. Oba miejsca łączy ta ulica i nią właśnie nadszedł Marek Zlewik na pierwsze spotkanie z Konstancją, by nieźle namieszać w jej życiu.
W tym miejscu taka ciekawostka – pierwotnie w powieści było „nadszedł od strony Empiku„, później jednak zlikwidowano Empik na Rynku (z czym trudno mi się pogodzić), więc i  w „rękopisie” musiałam wprowadzić zmiany;) 

Na Błoniach są „nudy, trawa i biegające futrzaki” – tak widziała to Konstancja. A ja pokazuję Wam Błonia w nieco innej odsłonie. 

Fot. Jan Ulicki, źródło: https://www.facebook.com/foto.ulicki


Skarbonka to stałe miejsce spotkań. W Krakowie najprościej umówić się właśnie pod skarbonką, ale i ona dostarczyła mi pewnych problemów przy pisaniu powieści, ponieważ przez jakiś czas znikała, pojawiała się, a nawet na chwilę zmieniła miejsce swego stacjonowania. Ostatecznie jednak wróciła;)

 


Przepadam za Chimerą – barem sałatkowym na Świętej Anny. Konstancja też lubiła to miejsce, najbardziej za brokułową tartę:)


A po jej zjedzeniu…
Po zjedzeniu sałatek i brokułowej tarty w przyjemnym ogród­ku przespacerowałam się Plantami. Zapadł już zmrok, spowijając aleję jesienną nostalgią. Mijałam zakochane pary i rozbawionych studentów, zjeżdżających powoli do Krakowa na nowy rok akade­micki. Czułam się wśród nich trochę jak wyrzutek. Nie byłam ani zakochana, ani rozbawiona. Za to coraz bardziej poddawałam się nastrojowi jesiennej melancholii.
Bo nie może być książki o Krakowie, w której nie pojawiają się Planty! A poniżej macie je w jak najbardziej adekwatnej, jesiennej odsłonie. 

Fot. Jan Ulicki, źródło: https://www.facebook.com/foto.ulicki
Fot. Ewa Maciejczyk, źródło: https://www.facebook.com/ewa.krak

A to już znowu Ruczaj, ulica Norymberska, gdzie spotkało bohaterkę coś nieprzewidzianego:
Jechałam właśnie Norymberską, jak zawsze wybierając trasę po­wrotną od strony Tynieckiej, gdy w tym najmniej odpowiednim, odludnym miejscu mój samochód odmówił posłuszeństwa. Tak po prostu. Nagle zgasł silnik i tylko siłą rozpędu udało mi się zjechać na pobocze. Mimo licznych prób auto nie chciało się uruchomić i nie dawało żadnych znaków życia, nawet w postaci migających kontrolek. Nic nie działało.”
Wiecie już, jak Konstancja poradziła sobie w tej, trudnej dla kobiety, sytuacji?:) 


A teraz pora na jedno z moich ukochanych miejsc, które znajduje się tuż obok wspomnianej wyżej ulicy: 

Zaparkowałam na wyżwirowanym poboczu, po czym przelazły­śmy przez dziurę w siatce i powędrowałyśmy dalej skrajem kamie­niołomu w poszukiwaniu najbardziej dogodnego miejsca na nasz piknik. Przy pięknej pogodzie zawsze było tu sporo osób, tak jak my całkowicie lekceważących zakaz wstępu na ten teren. Trudno było się dziwić, miejsce przyciągało swoim urokiem. Po­łożone niemal w samym sercu Krakowa, kusiło namiastką Lazuro­wego Wybrzeża. Malownicze jezioro na dnie zalanego wyrobiska miało intensywnie turkusowy kolor. Otaczały je pionowe wapien­ne bloki skalne, a dalej gąszcz zarośli, teraz akurat przybrany we wszystkie kolory jesieni. Było zachwycająco. Obie z Elizą bardzo lubiłyśmy tu przebywać.” 
A to właśnie jesienny zakrzówek:

źródło: Stary Kleparz, https://www.facebook.com/StaryKleparz/photos/pcb.828248563861834/828248523861838/?type=1

Wieczór w Kryspinowie skończył się w zaskakujący sposób, ale żeby dowiedzieć się, co zdarzyło się na kryspinowskiej plaży, musicie sięgnąć po książkę:) A Kryspinów wygląda tak: 

źródło: Stary Kleparz, https://www.facebook.com/StaryKleparz/photos/a.495559100464117.110685.389991737687521/773909449295746/?type=1

I kolejne, obok Zakrzówka, miejsce moje ukochane – podkrakowski Tyniec, o którym więcej znajdziecie w TYM wpisie.
Magiczne, wyjątkowe, znaczące. Dla mnie tak znaczące, że w „Jesieni w Brukseli” to miejsce pojawia się kilkakrotnie.
Wysiadłam z auta i przeszłam na niewielki pomost na rzece. Za­gapiłam się na górującą nade mną sylwetkę benedyktyńskiego klasz­toru. W książkach i filmach bohaterowie doznawali zwykle w takich miejscach jakiejś iluminacji pod wpływem piękna przyrody i maje­statu sakralnych budowli, widząc nagle swoje życie w zupełnie in­nym świetle. Ja, co było do przewidzenia, iluminacji nie doznałam.” 

 

A i jedna z najważniejszych scen rozgrywa się właśnie tam.
Samochód Bartka był jedynym wyrazistym punktem wśród wszechobecnej szarości. Leniwie płynąca Wisła miała niemal iden­tyczny kolor jak spowijające niebo obłoki. Trawa, krzewy, drzewa i wapienne bloki skalne – wszystkie przybrały barwę popiołu.” 

 


Na rogu Straszewskiego i ZwierzynieckiejKonstancja żegnała się z Przemkiem, wracając do popełniania nowych błędów.
Nie wiem właściwie czemu, ale jakoś wyjątkowo lubię to miejsce, choć ani w książce, ani w moim życiu nie miało ono nigdy większego znaczenia.
A róg tych ulic wygląda tak: 

źródło: Stary Kleparz, https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10152263306272825&set=a.393728022824.160051.385687897824&type=1&permPage=1

Wiecie kto zaprosił Konstancję do Sheratona i jakie uczucia to eleganckie miejsce budziło w bohaterce? 


Przegorzały także są dla mnie absolutnie wyjątkowe. Miejsce z niesamowitym klimatem i niesamowitym widokiem, który jest dla mnie piękniejszy niż wszystkie Tatry razem wzięte.
A poniższe zdjęcie jest jednym z moich ulubionych fotografii, na jakie natrafiłam w sieci, jakby specjalnie zrobionym jako ilustracja „Jesieni w Brukseli”.

źródło: Salwator Zwierzyniec, https://www.facebook.com/photo.php?fbid=603467653062524&set=a.410995795643045.97194.410988085643816&type=1

Siedzieliśmy z Przemkiem na murku pałacyku w Przegorzałach, mając przed sobą imponujący widok na południowo-zachodnią część Krakowa i Wisłę„.
Tak możecie przeczytać w powieści, a poniżej przedstawiam widok, który Konstancja i Przemek mieli w tamtej chwili przed oczami.

 

Przy okazji polecam Wam inną książkę – „Noc zimowego przesilenia”Agnieszki Krawczyk, z której to powieści dowiedziałam się więcej o pałacyku w Przegorzałach i mieszczącej się obok, zawsze mnie intrygującej Willi Baszta.
A sama książka pani Agnieszki jest niezwykłą ucztą dla fanów retro kryminałów i miłośników Krakowa. 

Willa Baszta w Przegorzałach
 

I miejsce już ostatnie, a właściwie nie tyle miejsce, co wydarzenie:
W ostatni dzień kalendarzowej jesieni przechadzałam się po bożo­narodzeniowym jarmarku, jak co roku zorganizowanym na Rynku. Wczesny zmrok dodawał uroku kramom roziskrzonym setkami lampek. W tym miejscu i o tej porze wśród różnobarwnych łańcu­chów i zdobnych choinek można było naprawdę poczuć atmosferę nadchodzących świąt.” 

 

 


Ale to jeszcze nie koniec, ponieważ zostawiłam sobie jeszcze dwa cytaty, które wymagają zilustrowania.

 

Moje miasto. Moje miejsce na świecie. Czasami ponure i przytła­czające, czasami urzekające swoim pięknem. Czasami ciche i me­lancholijne. Czasami irytujące swoim zgiełkiem. Tak samo zmienne i dziwne jak ja. Czasami chciałam stąd uciec, ale tylko tu tak na­prawdę pasowałam.” 


I już na sam koniec Kraków taki, jaki kocham najbardziej. Taki, jaki ściska mi serce tęsknotą, gdy widzę go w tej odsłonie. Mgła to dla mnie integralna część Krakowa, jego wyjątkowa cecha,  nadająca mu unikalny, lekko ( a może nawet nie lekko) melancholijny charakter.
Na pierwszym zdjęciu mglisty Rynek w obiektywie bardzo utalentowanej krakowskiej fotografki – Ewy Maciejczyk.

Fot. Ewa Maciejczyk, źródło: https://www.facebook.com/ewa.krak


Sobotnie przedpołudnie płynęło leniwie i spokojnie. Światło było lekko rozproszone, przefiltrowane przez delikatną mgiełkę, nostal­giczne i złociste. Typowe dla Krakowa. To miasto jest melancholijne, może nawet z lekką skłonnością do depresji, na pewno nieodpo­wiednie dla osób niestabilnych emocjonalnie. Takich jak ja.”

Fot. Jan Ulicki, źródło: https://www.facebook.com/foto.ulicki
 

Mgła nieco opadła w czasie, w którym poranek zamienił się w przedpołudnie, słońce zaczęło delikatnie przeświecać przez mleczne powietrze. Wszystko było nieostre, o niewyraźnych kształtach, jakby ktoś nałożył na świat filtr rozmycia z Photosho­pa. Nadawało to krajobrazowi delikatność i miękkość, czyniło go mniej realnym.”

 

A jeśli chcecie jeszcze więcej pięknego Krakowa, to polecam Wam odwiedzić strony wymienionych w tym wpisie fotografów.
Chciałam także szczególne podziękowania złożyć Ewie Maciejczyk i Janowi Ulickiemu za dzielenie idei, że twórcy powinni wspierać się w swych twórczych działaniach!

Jesienny Kraków znajdzie także oczywiście na kartach mojej powieści:)

  • I co ja mam powiedzieć, oglądając zdjęcia i czytając opisy…wróciłam do Jesieni…taka szybka migawka w głowie 🙂 Świetny pomysł z tym wpisem 🙂 Zdjęcia cudowne

  • Moje powieści są bardzo związane z konkretnymi miejscami, jak wiesz:) Bez miejsc nie byłoby moich książek. Bez tych miejsc nie byłoby "Jesieni…"

  • 😉

  • Przyda mi się przy czytaniu powieści :).

    Jedno jest pewne- Polska jest najpiękniejsza na świecie, nie ma takiego drugiego kraju! Za każdym razem, gdy oglądam takie zdjęcia, budzi się we mnie wielka patriotka :).

  • Kasiu, fantastyczny wpis. Dzięki takim wpisom, oraz pojawiającym się recenzjom (takim jak Ani Dutki:-) Twoja powieść zaczyna żyć zupełnie innym życiem:-) Chodzi mi o to, że staje się bliższa, a postaci jeszcze bardziej realistyczne. Ta wędrówka Konstancji, którą pokazujesz na zdjęciach z Krakowa, jest naprawdę super. Czytałam przecież książkę, a teraz ponownie mogę uczestniczyć w jej akcji:-) A zdjęcia są fantastyczne, klimatyczne, urzekające. Kapitalne.

  • Zdjęcia piękne jak zawsze u Ciebie! Kraków to jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce. A ja książkę skończyłam czytać wczoraj i cóż mogę powiedzieć…jestem pełna podziwu. Z pewnością napiszę u siebie kilka słów (od razu mówię,że nie umiem pisać recenzji 😛 ) ale z całego serca pragnę polecić moim znajomym/czytelnikom bloga Twoją powieść i mam nadzieję, że spotkanie autorskie odbędzie się niebawem bo inaczej jestem skłonna wyruszyć do Bukowiny i znaleźć Cię tam na tym Szczycie by poznać osobiście! ;))

  • Tak, Polska jest piękna!:) Ja jeszcze uwielbiam Austrię i Słowację – to dla mnie trzy najpiękniejsze kraje, choć oczywiście zdecydowanej większości krajów na żywo nie widziałam, więc co ja tam wiem…;)

  • Pisanie, fotografia i miejsca – to moje trzy największe pasje, które wzajemnie się przenikają:)
    Dzięki za miłe słowa:*

  • Dziękuję! Właśnie rozpływam się na Szczycie po takiej ogromnej porcji ciepłych słów:) :*
    Spotkanie jest w fazie ustaleń – będzie w Termach Bukovina w pierwszej połowie lipca, ale jeszcze nie znam dokładnej daty. Oczywiście gorąco Cię na nie zapraszam i będzie mi ogromnie miło spotkać Cię w realu:)
    Jeszcze raz dzięki! Wiele dla mnie znaczą takie opinie czytelników!