Na Szczycie jest twórczo – to wiadomo nie od dziś;) Tutaj powstały moje powieści, tutaj pisałam bajki, tu codziennie odnajduję inspirację.
Ale są też dziedziny twórczości powiedziałabym – bardziej przyziemnej, którą od czasu do czasu się zajmuję. Bo ja generalnie lubię tworzyć, to wręcz moja obsesja. Tak, mam obsesję na punkcie tworzenia, ale o tym mówiłam już w wywiadzie u Matki Nie Wariatki, więc podrzucam link do tamtej wypowiedzi (tutaj) i powtarzać się nie będę:)

Wyrobami hand-made zajmuje się głównie wtedy, gdy jestem zmęczona myśleniem i pracą koncepcyjną. Lepienie, malowanie, szycie, itp. świetnie relaksują i pozwalają psychicznie odpocząć. A dodatkowym plusem takich działań jest to, że zawsze może z nich wyjść coś fajnego:) 
Po co coś kupować, skoro można zrobić to samemu praktycznie bez większych kosztów? Pisałam już kiedyś o tym w tekście o własnoręcznie wykonanych świątecznych dekoracjach (tutaj).
 
Realnie oceniam swoje możliwości i wiem, że niektóre dziedziny są całkowicie poza moim zasięgiem, bo nie mam krzty talentu w ich kierunku. Ale coś zawsze kusi mnie, by próbować w tych, w których jest choć minimalna szansa powodzenia.

Tak właśnie kiedyś uszyłam sobie tę bluzkę, choć zdolności krawieckich nie posiadam za wiele. Ale – jak to ja – zawzięłam się, to i uszyłam. I jestem z niej zadowolona. A co ważne, kosztowała mnie jakieś 10zł. W sklepie dałabym za podobną co najmniej kilkakrotnie więcej.

Ostatnio, czas na Szczycie był czasem zdominowanym przez rękodzieło.
Jednak te konkretne twórcze działania już tak wiele wspólnego z wypoczynkiem nie miały, bo… były robione na zlecenie i dodatkowo musiałam wyrobić się w czasie.


Jak już wiecie, na Krupówkach powstał nowy sklep (nie, nie mój, jak niektórzy podejrzewali), w którym można kupić wyroby Matki na Szczycie.

By można je było kupić, najpierw musiały powstać. I to w większej ilości. Lepiłam więc górali, aniołki i rozmaite zwierzaki z masy solnej, co bardzo lubię robić. A szczegółowy instruktaż odnośnie ich wykonania już kiedyś pojawił się na blogu (TUTAJ). 


Szyłam kolczyki i naszyjniki (tak – szyłam), czyli moje autorskie „Góralskie kwiaty”. 

Projektowałam wzory kubków z grafikami i zdjęciami mojego autorstwa. 
Próbowałam także zaprzyjaźnić się z metodą decoupage, o czym pisałam Wam w poprzednim wpisie (TUTAJ). 

 

 

 

No i powstały buty, jako dzieło koronne, bo z nich właśnie jestem najbardziej zadowolona:)
Brakowało mi folkowych butów na lato. Miałam za to czółenka, których nie nosiłam. Niedawno pokazywałam Wam je na fp. Kupione w euforii, bo na mega promocji. Ale później odłożone na półkę, bo jakoś mi nie leżały.  

 

Aż wpadłam na pomysł, by ozdobić je wielkimi kokardami z materiału w góralskie wzory.
Kokardę to nawet ja potrafię uszyć;) Później – w zależności od tego, z jakiego materiału wykonane są buty – można ją przyszyć lub przykleić. Można też kupić zaczepy do tworzenia klipsów do butów i przymocować gotową ozdobę do takiego zaczepu. Wtedy możemy ją przypinać i odpinać kiedy mamy ochotę.

Tylni paseczek pomalowałam na czerwono, by komponował się z przodem. Użyłam najzwyklejszego lakieru do paznokci, a efekt przypomina błyszczącą żelkę;) 

 

 

Tymczasem Syn na Szczycie… na szczęście się nie nudził, gdy matka szalała twórczo. Kartonowy domek i maszynka do baniek zajęły go na długo:)

 

 

Buty oczywiście zostawiam sobie, natomiast inne moje twory możecie mieć i Wy:)
Jeśli będziecie w Zakopanym, to zajrzyjcie do sklepiku na dole Krupówek – na placu przy Kościele Świętej Rodziny. 
Znajdziecie tam nie tylko moje rękodzieło, ale także oczywiście moje książki, włączając w to dwie edycje „Zwierzaków Pocieszaków”, których jestem współautorką. 

 

 

Ale nie myślcie, że tam tylko Matki na Szczycie pełno. Moje dzieła to tylko malutki ułamek asortymentu.
W sklepie znajdziecie wiele książek, dewocjonalia, biżuterię i ludowe rękodzieło tworzone przez podhalańskich artystów – między innymi torebki, które tak Wam się spodobały. 

 

Są też niezwykłe, jedyne w swoim rodzaju witrażowe anioły, o których już kiedyś Wam pisałam (TUTAJ). 

 

 

A książki z tej serii polecam Wam szczególnie mocno! „Must have” (a może „must read”?) dla każdego rodzica. 

 

O jednej z nich – „Ile znaczy mama” opowiem Wam niebawem w osobnym wpisie, bo zdecydowanie książka zasługuje na dłuższą rekomendację!Przeczytałam ją wczoraj. Dziś zaczęłam wdrażać zawarte w niej wskazówki i – szok! Działa!
A do tego wiele dowiedziałam się o motywach zachowań własnego dziecka, które – wydawało mi się – znam najlepiej na świecie.


Na koniec, wracając jeszcze do rękodzieła i własnej twórczości, taki banał – rzeczy wykonane ręcznie, czy to przez lokalnych twórców, czy to przez nas samych, są wyjątkowe.

Obecnie mamy wszystko. Półki w marketach uginają się od towarów. Zalewają nas rzeczy, czasami bardzo pospolite. Sieciówki, masówki, wszystko takie samo. Dlatego przedmiot, który zrobimy sami, będzie podwójnie wyjątkowy, będzie miał unikalną wartość.

I widoczek ze szczytu, który towarzyszył mi przy tworzeniu – jest moc;)

  • Zdolna z Ciebie bestyjka. Też od czasu do czasu lubię zająć się takim "dłubaniem", bo to przynosi spokój i relaks. Tylko czasu ciągle brak.
    Jestem pod wrażeniem Twojej kreatywności. Buty kapitalne. 🙂 🙂

  • Oj, czasu to mi brakuje ostatnio strasznie boleśnie i ciągle jakieś komplikacje. Ale taka twórczość ma ten plus, że mogę to spokojnie z dzieckiem robić. Pisanie już jest trudniejsze, bo do tego potrzebuję spokoju i w warunkach "mamo, to, mamo, tamto" się nie da;)

  • Zdolniacha 🙂 Wiem, że się powtarzam ale jak już pojadę do Zakopanego ( wszystko w tym roku stoi pod wielkim znakiem zapytania) to pierwszy sklep jaki odwiedzę. Twoje dzieła są piękne:) Odnośnie torebek- moja mama ma podobną tylko brązową kupioną lata świetlne temu w górach:) Książkami mnie zaciekawiłaś muszę je poznać koniecznie 😀

  • Inspirujesz mnie!!! Teraz to i ja chcę coś zrobić:-)

  • Bo to są właśnie torebki, jakie lata temu można było kupić w Cepelii. Teraz podobno już prawie nikt tych wzorów nie robi, tylko tacy dawni twórcy, którzy z Cepelią współpracowali, bo tylko oni mają jeszcze te stemple to robienia zdobień. Obecnie ponoć już nie do zdobycia są te stemple.

  • Cieszę się:)

  • Buty wymiatają! Idealne do letnich, folkowych stylizacji 🙂 Sklepik postaram się odwiedzić, ale nie wiem kiedy, gdyż wizyty w Zakopanem w miesiącach wakacyjnych staram się ograniczać do minimum 😉 Te aniołki wpadły mi w oku, są przesłodkie 🙂

  • Zgadzam się – Zakopane w sezonie bywa koszmarne!;) Ja wolę wszystko, co trzeba z miasta, załatwiać w New Targu i zaoszczędzić sobie nerwów. Choć tak raz na jakiś czas zdarza mi się świadomie pchać w paszczę lwa, czyli wakacyjne Krupówki, by poczuć tę atmosferę;) No i lubię zakopiański park, w zeszłe wakacje fajnie się tam z dzieckiem bawiłam na różnych imprezach i teatrzykach.

  • Naprawdę zdolniacha z Ciebie, aż chciałoby się pędzić do Zakopanego :). Jeśli pojedziemy w góry, na pewno się tam wybiorę i się obkupię, a mąż będzie narzekał, że za dużo wydaję (jak to on :).

  • Mężowie już tak mają;)

  • ło Matko na szczycie
    Tyś zarobiona, jak mało kto
    jak Ty to robisz, podziwiam,
    winszuję i podziwiam raz jeszcze
    no i gratuluję talentu przede wszystkim, jak będę miec okazję być tamże, wpadnę obowiązkowo i na gadżety kwotę przeznaczę odpowiednią 😉

  • Dziękuję:) Ja po prostu nie potrafię nic nie robić;) Taka chorobliwa nadaktywność twórcza;)
    Odwiedzenie sklepiku, jak najbardziej polecam:)