Co ma takiego w sobie szczyt, że każdy chce się na niego wdrapać? I co ma takiego w sobie szczyt, że będąc już na jego wierzchołku, człowiek oddycha pełną piersią i odczuwa satysfakcję, a potem… pragnie zdobyć szczyt kolejny?
Czy chodzi o to, że aby dostać się na szczyt, potrzeba siły i umiejętności, które nie każdy posiada? Czy raczej w tym wszystkim ważne jest górowanie nad innymi? Lub może najistotniejszą kwestią jest pokonanie własnych słabości i osiągnięcie wyznaczonego sobie celu?
 
 
Są tacy, którzy na szczyt dostają się na skróty. Wybierają ścieżkę bardziej stromą, ryzykując kolejne upadki, jednak dzięki temu, osiągają szybciej cel podróży.
Bywają i tacy, którzy docierają tam podstępem, na czyiś plecach lub schowani w plecaku.
Inni wolą wędrować powoli i spokojnie. Równie ważne, co zdobycie wierzchołka, jest dla nich delektowanie się samą drogą. Mają czas, by podziwiać widoki i pozdrawiać innych wędrowców. Czasami, w trakcie takiej nieśpiesznej wędrówki, mogą odkryć ciekawszy szczyt na horyzoncie i zmienić kurs.
 
 
Ze szczytu, bowiem, widać wiele innych szczytów. Ciągną się w nieskończoność, czekając, by je zdobyć. Przypominając, że nigdy nie wdrapiemy się na wszystkie. Ukazując, że można mieć tylko jeden swój szczyt. Pozostałe należą wszak do innych.
 
A co potem? Co dzieje się, gdy już wdrapiemy się na swój własny szczyt?
 
Z jego perspektywy wszystko jest inne. Na górze nie jest łatwo. Bywa samotnie, bo przecież wielu tam się z nami nie pomieści. Czasami wieje chłodem, bo na szczycie jest się odsłoniętym na bezlitosne wichury. Nie ma się gdzie schronić, ale za to można czasem chodzić dosłownie z głową w chmurach.
Wszystko widziane ze szczytu jest małe i odległe. Łatwo stracić poczucie rzeczywistości, lecz łatwo też nabrać dystansu. 
 
 
Z tej perspektywy dziś patrzę, bo mieszkam na szczycie góry. Ale, jak już pewnie się domyśliliście, ten tekst wcale nie dotyczy górskich wierzchołków. Jest o naszych własnych, osobistych szczytach, o marzeniach i planach do realizacji. 
 
Trzeba sięgać wyżej i dalej, wciąż do czegoś dążyć, wdrapywać się na swój szczyt. Nie można zniechęcać się trudami wędrówki, wszak drogi prowadzące w górę nigdy nie są łatwe. Ale warto upewnić się zawczasu, co czeka nas na wierzchołku. Może poprzez chmury marzeń, skrywające sam czubek góry nie dostrzegliśmy, że widok z naszego szczytu, to tylko nagie skały…?
 
 
 
  • Chyba to jest tak, że póki się na szczyt nie wdrapiesz to nie wiesz czy było warto. Wydaje mi się tylko, że zawsze lepiej jest żałować że się coś zrobiło niż że nie podjęło się wogóld próby.

  • Uwielbiam takie posty <3
    Nie dość, ze piękne słowa, to jeszcze piękne zdjęcia. Zawsze kochałam morze za zachody słońca, a nie pomyślałam, że w górach może być jeszcze piękniej. Cudowne. To wschody czy zachody?
    Ja siedzę jeszcze na nizinie, z mapą w reku, ale niezdecydowana, w którą stroną mam się udać. Trochę mam lęk wysokości, trochę się boję nieznanej trasy, a i ekwipunku nie mam odpowiedniego. Pokręcę się może jeszcze tutaj, na równinie, wespnę na mniejszą wyżynę i wystarczy. Może kiedyś znajdę siłę i odwagę by wejść na jakiś szczyt 🙂

  • Jakieś pięć lat temu szczytem moich marzeń było zdobywanie coraz to nowych wierzchołków gór. Oprócz pracy istniały dla mnie tylko moje Tatry. Coraz trudniejsze drogi wspinaczkowe, wyjazdy z ludźmi, którzy tak jak ja dzielili tą pasję. Kiedy zdobyłam kolejny szczyt, kolejną coraz to trudniejszą drogę/ścianę czułam się wspaniale. Ta adrenalina, która buzuje w krwi dawała mi siły do życia nie liczyło się już nic poza tym. Zanim dowiedziałam się że jestem w ciąży planowaliśmy wyjazd do Peru i zdobywanie Machu Picchu. Plany strzeliły w łeb 😀 :P. Teraz szczytem moich marzeń jest dobro mojego dziecka i choć czasem łezka w oku się zakręci na wspomnienia o tamtych czasach wiem, że podjęłam dobrą decyzję. Czekam aż Mery trochę podrośnie by zabrać ją w miejsca, które stara matka tak kocha 🙂

  • Pięknie piszesz o tych szczytach i Szczytach. Ale zdjęcia biją na głowę każde słowo! Wspaniałe widoki masz za oknem!

  • Dziękuję:)
    Akurat te zdjęcia były robione o wschodach słońca.
    Twój komentarz też piękny, bardzo adekwatny do tekstu i dający do myślenia!

  • No cóż, życie na Szczycie zobowiązuje, od czego mam być specjalistką, jak nie od szczytów;p

  • P.S. Żarcik oczywiście;)
    Dziękuję za miłe słowa:):*

  • Też uważam, że próbować trzeba zawsze. I tak, poza może jakimiś skrajnymi przypadkami, to zdecydowanie częściej żałujemy, że czegoś nie zrobiliśmy, nie wykorzystaliśmy dostatecznie czasu i szansy, a błędy i pomyłki odchodzą w zapomnienie.
    Tylko czasem warto wcześniej zweryfikować swoje cele i plany, by nie okazało się, że goniliśmy za czymś zupełnie innym niż chcieliśmy:)

  • Doskonale rozumiem, o czym mówisz. Ja wprawdzie nigdy nie przepadałam za ekstremalnymi wyprawami górskimi (lubię wybrać się na Wiktorówki, czy do Doliny Białego, poważniejsze wyprawy mnie nie kręcą), ale dokładnie znam to uczucie, o którym piszesz. I myślę, że wiele matek zna. Z pojawieniem się dziecka dawny styl życia odchodzi i – tak – czasem go żal, czasem bolą te wspomnienia, bo wiemy, że nigdy już tak samo nie będzie ale wiemy, że teraz mamy coś znacznie cenniejszego!:)
    No i Ty masz ten plus, że za jakiś czas faktycznie możecie wędrować razem, coraz wyżej i wyżej!:)

  • Oj, specjalizacji masz wiele:-)

  • Kobieta wielofunkcyjna – jak każda;)

  • Pięknie tu u Ciebie.. a widoki niesamowite, można się zatrzymać 🙂 Ciekawy wpis, dający do myślenia.. ja jestem raczej z tych, co po dotarciu na metę mogą się dopiero tym "delektować", czuje dumę i rosnę w siłę 😀 aaa potem bardzo szybko wracam do rzeczywistości i wdrapuję się dalej, jeśli jest taka potrzeba 😉 raczej jestem ostrożna i boje się ryzyka.. na szczęście Mąż potrafi mnie zmobilizować jak mało kto 😀
    Pozdrawiam!

  • Widoki to znak rozpoznawczy Szczytu, mamy ich tu pod dostatkiem:)
    Dziękuję za taki piękny komentarz:) A wdrapywanie się na Szczyt zawsze wiąże się z ryzykiem. Zresztą, czy nie wszystko wiąże się z ryzykiem? I w dolinie, choć o upadek trudniej, można się potknąć;)

  • Każdy ma swój własny szczyt. Lepiej na niego wspinać się powoli a konsekwentnie. 🙂

  • Jeśli odnieść to do pisania na przykład, to w moim przypadku tak właśnie było:)

  • Kasiu pięknie to napisałaś…a zdjęcia wynagradzają mi bana na Giewont 🙂
    Szczyty? Warto do nich dążyć ale nie można zapominać o tych, których spotyka się po drodze. Nie fajne jest też to jak niektórzy zdobywając cel traktują innych…tych, którzy dopiero zaczynają…

  • 🙂
    Pięknie powiedziane! Masz racje, wielu wspina się na szczyty po głowach tych, co stoją niżej…

  • Pamiętam jak nasz Młody pierwszy raz zdobył poważny szczyt, duma rozpierała go przez następne kilka dni … ale dzięki temu dalej poszło jak z "górki" i teraz mamy małego trampa na górskie wędrowanie 🙂

  • Podobno w dziecku najlepiej od małego różne pasje zaszczepiać. My akurat nie jesteśmy pasjonatami górskich wypraw, ale dla rodzin, które to lubią, takie wspólne wędrowanie to na pewno fajna sprawa:)
    My za to lubimy ciągle gdzieś jeździć i pewnie dlatego nigdy nie było z Synem na Szczycie problemów w samochodzie, bo on początku dużo podróżował autem. No i małym fanem motoryzacji jest. Może przez to?:)

  • W sumie racja 🙂 nie zawsze góra potrzebna jest do tego, by się noga powinęła. Grunt, żeby się podnieść i mimo wszystko iść dalej 🙂

  • Czasem to łatwiejsze, czasem trudniejsze, ale innego wyjścia nie ma:)

  • Ja rzadko się wdrapuję na jakiekolwiek szczyty, chyba dlatego, że jestem chodzącą porażką życiową. Oprócz córeczki nic w sumie mi nie wyszło. Ale wszystko przede mną, więc się nie przejmuję:).

    Przepiękne zdjęcia, chyba je będę musiała pokazać tym, którzy się dziwią, że tęsknię za Polską!

  • Sabina, to już przestaje być śmieszne! Jesteś świetną, bardzo inteligentną, pełną pozytywnej energii kobietą z fenomenalnym poczuciem humoru! I nie inaczej!:)
    A poza tym, ja uważam, że wychowanie dziecka to największe wyzwanie i powołanie kobiety, najważniejsza i najpiękniejsza rola – pewnie wściekłe, wojujące feministki spaliłby mnie za te słowa na stosie, ale cóż:)
    A reszta, tak jak piszesz, jeszcze przed Tobą. Pamiętaj, że ja na Twoją książkę czekam!:)

  • Szczyty szczytami, marzenia są do spełnienia… Ale te Twoje zdjęcia sprawiają, że mi się w góry chce!

  • Haha, a ja czasami to marzę żeby coś innego, niż w kółko te góry, oglądać;)

  • rzeczywiście coś w tym jest … rodzinę mamy setki kilometrów od nas, dlatego też często pokonujemy te trasy autem i dla Młodego samochód nie stanowi problemu… nawet przez kilka dłuuugich godzin …

  • WOW! Z jednej strony chciałabym oglądać taki widok codziennie ale z drugiej, jak pomyślę o tych górskich zimach czyli śniegach, wiatrach i mrozach to dobrze mi u siebie :
    Spektakularne zdjęcia!

  • Coś za coś – jak to w życiu;)