To będzie niewnoszący nic nowego tekst. Prawdopodobnie nie napiszę niczego odkrywczego, ale czasami coś, co dla jednego jest truizmem, dla drugiego będzie przełomem w myśleniu.

Różnie odbieramy świat, wiadomo. Każdy dźwiga swój bagaż doświadczeń, które rzutują na postrzeganie rzeczywistości. I dobrze, bo nauka przez doświadczenia jest ponoć najskuteczniejsza. Czasem bywa i tak, że negatywne przejścia wypaczają nasze postrzeganie, ale nie o tym chcę dziś mówić. 
 
Bicie dzieci. Temat szeroko omawiany. Temat, który poruszyła już chyba każda blogerka parentingowa. Nie chodzi mi tu o skrajne przypadki bestialstwa i maltretowania, o których nawet nie jestem w stanie myśleć, a o „zwykłe klapsy”, jakie bywają wymierzane przez kochających rodziców.
 
Kiedyś miałam do sprawy podejście „statystycznego Polaka”. Coś w stylu – „o co tyle szumu?, my dostawaliśmy lanie w dzieciństwie i wyrośliśmy na porządnych ludzi, a dziecko, jak czasem nie dostanie w tyłek, to będzie rozwydrzone”.
I ja też kilkukrotnie klapsy w dzieciństwie dostałam. Nie pamiętam dokładnie, więc nie mogło to dla mnie być przeżyciem druzgocącym. Ale, jak się głębiej nad tym zastanowić, nie było też wydarzeniem, z którego wyniosłabym cokolwiek pozytywnego.
 
Jak tłumaczą wymierzanie klapsów rodzice? Często, jako naukę dla dziecka. Nauka powinna coś wnosić. Patrząc po swoim przykładzie z dzieciństwa, nie jestem w stanie stwierdzić, by cokolwiek wniosły one w moje życie, poza błędnym i bardzo złym przekonaniem, że klapsy to nic wielkiego, bo „każdy je dostawał i żyje”.
 
To, o czym chcę tu dziś napisać, to to, jak zmieniło się moje podejście do tematu. Kiedyś wręcz denerwowały mnie te wszystkie teksty o tym, jacy to rodzice dający klapsy są źli. Myślałam sobie o autorach, że świętych z siebie robią i dojeżdżają (przepraszam za kolokwializm, ale to słowo często jest trudne do zastąpienia) „normalnych rodziców”, nękając ich narzucanym poczuciem winy.

Co zmieniło moje podejście?
Trzy wydarzenia. A właściwie cztery. Bo już na samym początku, gdy zostałam matką, nagle moje szumnie wygłaszane poglądy, straciły sens. Przekonanie, że „dziecko trzeba trzymać krótko, bo inaczej wejdzie na głowę”, było tylko teorią, którą obaliła wszechogarniająca miłość do syna. Jak mogłabym skrzywdzić kogoś, kogo tak bardzo kocham?
 
Bo – TAK – klaps jest krzywdą. Jeśli ktoś tak tego nie widzi, wystarczy przeprowadzić prosty proces logiczny. Czy z klapsa wynika cokolwiek dobrego? Albo czy klaps wynika z czegokolwiek dobrego?
Najczęściej za klapsem, czy wymierzeniem innej kary cielesnej, stoi frustracja i gniew rodzica. Nie oszukujmy się, tak właśnie jest. A skutkami są ból, płacz, poczucie krzywdy.
Gdzie w tym procesie jest jakikolwiek element dobra?
Nie ma!

Więc nie ma żadnego usprawiedliwienia dla rodzica dającego klapsa. Żadnego tłumaczenia, że robi to, by dziecko było grzeczniejsze, lepiej wychowane.
Oczywiście, rozumiem, że czasem górę biorą emocje. Rodzicielstwo bywa cholernie trudne, a dzieci mają momenty, w których przechodzą same siebie i gdy prośby, groźby i tłumaczenia nie skutkują, rodzicowi ręka „sama” ucieka i klepie dziecko w tyłek. To jest wytłumaczenie, ale nie usprawiedliwienie, bo dorosły człowiek powinien umieć się kontrolować w każdej sytuacji.
I jeśli rodzic prawidłowo postrzega całą sprawę, to po fakcie będzie czuł się znacznie gorzej niż zbite dziecko.
Zauważcie, że mówię tu tylko o takich nagłych, jednorazowych klapsach, bo metodycznego wymierzenia z premedytacją kary cielesnej nie jestem w stanie zrozumieć i nigdy nie byłam. Cały mój tekst dotyczy tylko tego pierwszego przypadku.
 
Drugim wydarzeniem, które nie tyle zmieniło, co ugruntowało moje podejście do sprawy, było przeczytanie krótkiej opowieści ukazującej, jak dziecko postrzega karę cielesną. Przytaczałam ją TUTAJ.
A trzecie wydarzenie było najbardziej wstrząsające i to ono skłoniło mnie do napisania dziś tego tekstu. Sytuacja, której byłam świadkiem.
Niegrzeczne dziecko. Wrzeszczało, wyło, biło, uciekało. Wiadomo, każde dziecko czasem wpada w taki stan, że doprowadza rodzica na skraj wyczerpania nerwowego. I ojciec, który na to wszystko wymierzył mu dwa klapsy w tyłek. Nie oceniam tego ojca, widać było, że całkiem puściły mu nerwy. Ale wiecie, co się potem stało?
Coś co mnie rozwaliło na milion kawałeczków.
„Tatusiu, czy możesz mi rozmasować pupę, bo mnie to bardzo boli?” – spytało z płaczem dziecko.
 
Prośba do rodzica, który ten ból sprawił. Zaufanie. Przekonanie o dobrych intencjach. Dziecko nie zrozumiało, że „to ma boleć”. To było w jakiś sposób druzgocące. Druzgocące swoim pięknem, tym, że dziecko nie spodziewało się po rodzicu niczego złego, a szukało pomocy i ulgi w cierpieniu(co jednocześnie pokazywało, że nie było to na szczęście dziecko regularnie bite).
 
Dzieci oczekują od rodziców DOBRA. Oczekują pomocy, zrozumienia, miłości. Po tej scenie długo nie umiałam się otrząsnąć i postanowiłam, że nigdy, przenigdy, choćby nie wiem co, nie stracę kontroli i nie dam mojemu dziecku klapsa.
 
Ten ojciec nie wyglądał na złego człowieka. Wyglądał na kogoś, komu po prostu puściły nerwy. Jak każdemu czasami. Ile jest sytuacji, w których gdzieś się spieszymy, jesteśmy czymś zdenerwowani, skrajnie zmęczeni, musimy coś szybko załatwić, a dziecko akurat zaczyna histeryzować. Co wtedy robimy? Już nawet zostawmy na boku temat klapsów, ale często krzyczymy, poganiamy, lub mówimy dziecku, by było cicho. Nie słuchamy. Nie wnikamy w przyczyny jego zachowania. Oczekujemy tylko pożądanych skutków.
Klaps ma być środkiem do uzyskania tych pożądanych skutków. Jakąś na wskroś złą drogą na skróty
A wystarczy postawić miłość na pierwszym miejscu. Patrzeć z miłością, mówić z miłością i starać się rozumieć z miłością.
Wiem, że czasem są sytuacje, gdy do dziecka nic nie trafia. Gdy opadają nam ręce. Gdy mamy wszystkiego dość. Ale jeśli chcesz wyładować swoją frustrację, idź walnij w ścianę. Będzie bolało. Ciebie, nie ścianę. I poczujesz się znacznie lepiej, gdy uświadomisz sobie, że Twoja frustracja boli Ciebie, a nie Twoje dziecko.
  • podpisuję się pod tymi rękami i nogami jak dam radę :))))

  • Bardzo trudny temat, bo dzieci są różne. Ja mam inne metody niż klapsy, ale znam osoby, które teraz jako dorosłe mówią że wolałyby klapsy niż zimne, oschle milczenie przez kilka dni, albo jakieś inne kary. Trudno to wszystko oceniać- oczywiście jeśli rozpatrujemy takie klapsy jak mówisz: klapsy z totalnej niemocy i bezsilności rodzica, bo dzieci potrafią być prawdziwymi potworami. Znam takie- jak z horrorów…

  • Jakiekolwiek są – to DZIECI, a my jesteśmy dorośli, więc to my musimy panować nad swoimi emocjami i reakcjami, a nie wymagać tego od dzieci, które często jeszcze zwyczajnie tego nie potrafią. Nawet dorosłym często trudno rozładować emocje, ale mamy całą listę lepszych bądź gorszych sposobów na to – idziemy na siłownię, pijemy drinka, modlimy się, idziemy na spacer, palimy papierosa – najróżniejsze, co kto lubi, lista jest długa, a dziecko takich sposobów nie ma, często więc z nadmiaru emocji wpada po prostu w histerię.

  • Cieszę się:)

  • Ja to rozumiem, jak napisałam mam inne sposoby. Jednak obstaje przy swoim i rozumiem też drugą stronę. Widziałam dzieci tak sadystyczne, że aż mnie mrozilo, małych furiatow, przez które inne dzieci baly się wejść do piaskownicy. Inna sprawa, że z reguły to dzieci tych niereagujacych rodziców. Żadna skrajność nie jest rozwiązaniem- to pewne.

  • Znam takie dziecko, ktore pow rodzicom ze woli dostac w tylek niz miec inna kare- w tym przypadku chodzilo o zakaz gry na komputerze , bo przynajmniej bedzie mogl sie isc za chwile bawic i ogladac bajke

  • Pomijam przypadki, gdy zaburzenia zachowania, czy nawet skłonności sadystyczne są kwestią jakiś zaburzeń czy uszkodzeń mózgu, bo takie sytuacje się zdarzają, ale w przypadkach zdrowych dzieci, to prawie zawsze jest wina błędnego podejścia rodziców. Tak uważam. I wtedy klaps tym bardziej nie rozwiąże problemu. Owszem, może sprawi, że dziecko w danej chwili się uspokoi, ale reagowanie gniewem na gniew nigdy nie będzie dobrym sposobem. Dziecko nie nauczy się przez to radzić sobie z negatywnymi emocjami, nauczy się tylko je w sobie chwilowo tłumić z obawy przed karą.

  • W pierwszej chwili oniemiałam po przeczytaniu;) A potem pomyślałam, że to stawia w ogóle cały system kar w dziwnym świetle. Jako coś do odbębnienia i można już wracać do normalności… Wg mnie kary mają uczyć dziecko, że złe działania niosą za sobą złe konsekwencje, to ważna lekcja na całe życie, a wiadomo, że małe dziecko musi to mieć w formie uproszczonej, np. byłeś niegrzeczny dlatego nie dostaniesz dziś czekoladki (może głupi przykład, ale wiadomo o co chodzi).

  • Piękny tekst. Znasz moje podejście do klapsów więc nie będę się powtarzać 😉 Brawo raz jeszcze :*

  • Dziękuję:) Zauważyłam, że takie teksty, które pojawiają mi się spontanicznie w głowie i budzą we mnie duże emocje są najlepsze:)

  • Ja rowniez bylam w szoku, no ale nie wtracam sie w to jak ktos wychowuje swoje dziecko. Nie moj cyrk,nie moje malpy. Tylko ze teraz ci rodzice widza gdzie popelnili blad gdy byl on maly (za duzo osob bylo do jego wychowywania, a kazdy mu stawial inne zasady). W domu nie moga sobie z nim poradzic, na zakupach i w towarzystwie odstawia szopki. A przyjezdza do nas i jest grzeczny, bo od drzwi ma jasno postawione zasady co moze a czego nie. Bo nie pozwole juz prawie 7-latkowi babrac w talerzu rekami i skakac bo stole, parapecie itp itd…. "Bo on chce"… sama mam dziecko z ktorym nie wstydze sie jechac na zakupy, czy isc do znajomych…

  • Jasne, trudno wtrącać się komuś, dopóki nie dzieje się nic naprawdę złego. Każdy wychowuje dziecko po swojemu i na pewno większość rodziców działa w dobrej wierze, tylko wychowywanie to jest cholernie trudne zadanie i nie ma – przynajmniej ja tak uważam – jednej dobrej recepty, bo każde dziecko jest inne, co skutkuje u jednych, u drugich nie będzie przynosiło żadnego efektu.
    Zgadzam się całkowicie, że jasne zasady muszą być, to nawet dobre dla dziecka, by wiedziało w jakich granicach może się poruszać.

  • Twój wpis porusza emocje. Nie wiem nawet co napisać. Może o klapsach nie będę… Wszystko zostało tu powiedziane. Chcę jeszcze zaznaczyć, że dając klapsa wielu rodziców wcale nie chce ukarać dziecko, tylko znajduje w tym klapsie ujście swoich złych emocji. Wyładowanie.To świadczy okropnie o rodzicach…
    Dziś rano mój syn przypomniał mi historię sprzed pół roku. Klapsa oczywiście nie było. Zdenerwowałam się bardzo, bo był chyba październik albo listopad i mróz, a on chciał ubrać spodenki. Byłam zła, bo przecież groziło to w najlepszym przypadku przeziębieniem. Dziś mi mówi, pamiętasz jak nakrzyczałaś na mnie?
    Przeprosiłam go wtedy, przeprosiłam i dziś.
    Jeśli to tak mocno tkwi w dziecku, ile może tkwić w nim klaps?

  • Zgadza się, zachowanie dziecka jest konsekwencją wychowania. Tu nawet nie ma wątpliwości 🙂

  • Ja raz miałam taką sytuację, że strasznie nawrzeszczałam na dziecko, zupełnie nie współmiernie do jego winy, po prostu puściły mi całkiem nerwy. Nawet się z tego poszłam wyspowiadać, czym wzbudziłam spore zdziwienie księdza, bo na wsi to raczej norma, że wszyscy na dzieci wrzeszczą i nic złego w tym nie widzą.
    Ale po tym wszystkim wtedy, mój syn się po prostu do mnie przytulił, nie rozumiał co się właściwie stało i szukał u mnie ukojenia. Ta reakcja była chyba najbardziej przytłaczająca, podobnie jak w przykładzie, który opisałam w tekście. Do dziś, i chyba już zawsze, będę pamiętać tamten dzień i strasznie żałować swego zachowania:/ No, ale nie ma rodziców idealnych, każdemu czasem zdarzy się upaść, grunt to wyciągnąć lekcję z takiego upadku!

  • Jestem przeciwna klapsom. Sama nigdy ich nie dostawałam i nie zamierzam tego robić. Dorośli często nie zdają sobie sprawy z tego, że klaps też może boleć, zwłaszcza gdy bije ojciec, który ma silną rękę. Są inne metody wychowania, a klaps to moim zdaniem porażka rodzica.

    Piękny tekst, jestem pod wrażeniem!

  • Jesli dziecko ma zapedy sadystyczne i jest postrachem rodzicow i innych dzieci, jesli jest agresywne i sfrustrowane, nawet tylko od czasu do czasu, to znaczy, ze MY rodzice nawalamy i nie wnikamy, czemu sie tak dzieje.

  • Zgadzam się, że zazwyczaj tak właśnie jest, choć nie można powiedzieć, że zawsze przyczyna jest tylko taka. Temat na pewno złożony i wieloaspektowy, ale czasami może to być, jak już wspomniałam, przyczyna choroby psychicznej lub jakiegoś urazu. Mam w sąsiedztwie takie dziecko, które jest upośledzone umysłowo i przejawia tak wielką agresję, że rodzice są bezsilni – bo to już w sumie nie dziecko, a nastolatek o posturze dorosłego mężczyzny. Też bardzo trudna i przykra historia:/

  • Oby jak najwięcej ludzi tak myślało! Mam taką zasadę, którą, przyznaję, nie zawsze udaje mi się stosować, ale która jest niesamowita w swej prostocie – zawsze wybieraj życie, a nie śmierć. A każdy zły uczynek jest taką cząstką wybierania śmierci. Klaps jest złym uczynkiem. Proste.

  • świetny tekst. taki do głębi obrazujący problem. mam nadzieje ze ja nigdy sobie nie pozwole by stracic nerwy i cierpliowosc, by wymierzyć ten klaps. niech mi wtedy ręka uschnie….nie chce bic wlasnej coreczki. nie chciałabym zobaczyc w jej oczach zawodu, poczucia krzywdy… a usłyszec takie zdanie któe przytoczyłaś??? chyba by mi serce peklo
    Aga z http://www.makeonewish.pl

  • Piękny komentarz, dziękuję. Myślę, że w rodzicielstwo są z natury wpisane błędy, bo nie ma rodziców idealnych, a dziecko co dzień stawia przed nami nowe wyzwania, ale może im więcej myślimy o naszym rodzicielstwie, im więcej uwagi i zrozumienia poświęcamy temu, co czuje dziecko, tym tych błędów będzie mniej lub będą one mniejsze.

  • Każdy popełnia jakieś błędy, choć wierzę, że każdy rodzic chce być najlepszym rodzicem dla swojego dziecka… w praktyce jest z tym różnie, ale tak jak mówisz, trzeba wyciągnąć konsekwencje wobec siebie przede wszystkim.

  • Niestety, jak pokazują różne drastyczne przykłady, nie każdy:/ Ale na pewno większość i chyba jedyne co możemy robić, to jak najlepiej się starać.