Dziś mija pół roku istnienia tego bloga. Tyle Matka nadaje do Was ze Szczytu:)
Sześć miesięcy temu pojawił się na nim pierwszy, dość niepewny, niemal testowy wpis (TUTAJ).
 
Wiem, wiem, pół roku to nic takiego, to niewiele. Ale to jeden z takich kamieni milowych, taki sam, jakim było przekroczenie dziesięciu-, a potem – właściwie niezauważalnie – dwudziestu tysięcy odsłon.
 
Przez te sześć miesięcy na blogu znalazło się 77 wpisów. Weszliście na nie łącznie ponad 22 000 razy.

Nie będę wymieniać postów najpopularniejszych, bo te są stale wyświetlone w bocznym boksie, zamiast tego powiem o wpisach szczególnych.
Dla mnie, co oczywiste, niektóre posty były ważniejsze od innych. Niektóre z nich tworzyłam z wielką przyjemnością, inne- pokonując trudne emocje.

Pewnie Was zaskoczę, ale chyba najważniejszy dla mnie wpis to TEN – co pokazuje, że jednak myliłam się, sadząc wtedy, gdy go pisałam, że jestem już całkowicie wolna od „kompleksu 2009”. Być może w stu procentach nie uwolnię się nigdy…

Wpis, który kosztował mnie najwięcej emocji to TEN. Jest też drugi, taki, o którym nie chcę pamiętać, bo dotyczył strasznego tematu (więc nie będę go linkować w tym, z założenia radosnym, dzisiejszym wpisie).
 
Najwięcej zabawy miałam przy tworzeniu wpisów modowych i związanych z nimi sesjach zdjęciowychTYM o Hafciku i TYM o Lulu Design.
A najwięcej przygotowań wymagał TEN post, związany z góralską dekoracją stołu na święta. Przy jego tworzeniu także świetnie się bawiłam, a dodatkowo było to nie lada wyzwanie twórcze.
 
I jeszcze na koniec taki, który bardzo, bardzo lubię – TEN.
 
 
 
Niestety, po tych sześciu miesiącach nie mogę się pochwalić żadnym zaskakującym przypadkiem ze statystyk SEO. Ludzie trafiają do Matki na Szczycie dokładnie po to, co można u niej znaleźć – folkowe ubrania, bajki o zimie, szczyty górskie i tak dalej.
 
Tworzenie bloga to także ciekawe współprace, jakie się w trakcie tej mojej półrocznej przygody pojawiły. Nie będę wymieniać wszystkich, lecz muszę wspomnieć o jednej – zdecydowanie najciekawszej – z Urzędem Marszałkowskim Województwa Małopolskiego, co przyniosło całej Rodzinie na Szczycie wiele wrażeń i zabawy (więcej o tym TUTAJ).
Testowałam też produkty, pisałam recenzję, sprawdzałam dla Was sklepowe promocje i nowości. 
 
Po pół roku warto zadać sobie pytanie – co daje mi blogowanie?
Daje mi bardzo wiele!
Doświadczenia, które bez bloga nigdy nie stałyby się moim udziałem. Przygody. Emocje. Nowe przyjaźnie. Satysfakcję z pisania – całkiem innego rodzaju niż w przypadku pisania książek. Rozwój. Wyzwania. Twórcze projekty. Możliwość  spełniania swoich pasji. Przemiłe prezenty i niespodzianki. Okazję do wyrażania opinii i emocji. I tak – czasem daje też pieniądze, które bywają miłym dodatkiem. To naprawdę wielkie szczęście robić w życiu to, co się uwielbia i jeszcze móc na tym zarabiać.
 
 
Na koniec muszę wspomnieć o osobach, bez których ten blog nigdy by nie powstał.

Matka też człowiek – ona była prapoczątkiem😉 Od niej zaczęła się moja przygoda z czytaniem jakichkolwiek blogów. Wcześniej tego nie robiłam, nie licząc krótkiej fascynacji Kominkiem (wtedy jeszcze Kominkiem!) przed wielu laty. Do dziś Matka też człowiek jest jedną z moich ulubionych blogerek.
 
Matka Wygodna – moja blogerska mentorka:) Dużo się od niej nauczyłam – świadomie i nieświadomie. Pamiętam, gdy napisałam do niej kiedyś z prośbą o wskazówki dotyczące organizacji konkursu na fp. Jeszcze wtedy się za dobrze nie znałyśmy, prawie wcale, ale nie zbyła mnie i udzieliła cennych rad. Później jeszcze kilka razy doradzała mi w kluczowych kwestiach dotyczących blogowania. Do tego jest wspaniałą przyjaciółką:)
 
Antyterrorystkagłówna oskarżona!😉 To ona tak mnie namawiała na założenie bloga, że w końcu jej uległam;)Tego, że jest jedną z moich najbliższych sieciowych koleżanek i rewelacyjną babeczką, chyba wspominać już nawet nie muszę, co?:)
 
Dziewczyny zKluseczka po włosku i Books and Babies – wraz ze wspomnianą już Antyterrorystką – moje sieciowe aniołki😉 Wprawdzie nie przyczyniły się do samego powstania bloga, ale muszę je tu wymienić. Nie poznałabym ich, gdyby nie blog!
 
Ojciec na Szczycie, który zawsze mnie wspiera i akceptuje z cierpliwością moje, nawet najbardziej szalone, pomysły. A na założenie bloga sam mnie namawiał:)
Ostatnio namawiałam go do wpisu gościnnego pt. „Jak się żyje z pisarką”, odpowiedział mi: „Lepiej niż z blogerką”;)
 
Wy wszyscy, którzy tu zaglądacie! To Wy w dużej mierze tworzycie to miejsce, bo przecież bez czytelników blog nie miałby najmniejszego sensu. 
Dziękuję Wam za odwiedziny i za Waszą obecność, dziękuję za zostawiane komentarze i ciekawe dyskusje!
 
I to by było na tyle tych półrocznych podsumowań. Mam nadzieję, że następne pół roku będzie jeszcze lepsze. Pod względem tekstów przede wszystkim, rozwoju bloga i ciekawych projektów, bo jeśli chodzi o osiąganie oszałamiających statystyk, to do oszałamiających statystyk nie dążę. 
Lubię ten swój blog taki jaki jest. Lubię w nim właśnie to, że jest taki bardzo mój. Jest taki jak ja – przemieszany, zmienny, wielowymiarowy i nieco outsiderski. Nie dążę do mainstreamu, nie lubię mainstreamu i robienia czegoś na pokaz lub by wpisać się w panujący trend.
…bo na Szczycie wszystko jest nieco inne i ze Szczytu wszystko widać nieco inaczej:)

 
 
 
P.S. Z powodu dzisiejszej okazji nie będzie żadnego KONKURSU, a to dlatego, że KONKURS będzie już niedługo!:) Związany z premierą „Jesieni w Brukseli”, więc trzymajcie rękę na pulsie:)
  • Gratuluję tego pół roku, z tego, co piszesz, wynika, że sporo się przez ten czas zadziało. To dobrze, niech się dzieje, ale wyłącznie pozytywnie. 🙂

  • Dzięki:) Dokładnie – uwielbiam jak się dużo dzieje, ale oczywiście – dopóki pozytywnie:) Ja zresztą zawsze miałam tak, że ciągle coś się u mnie działo, nienawidzę stagnacji!

  • Kasiu gratuluję; ) Miło znaleźć się na ławie oskarżonych 😉 Wiedziałam, że Twój blog będzie fajnym miejscem. Zresztą jak powiedziała moja Mama- pisze świetnie więc i na blogu będzie tak samo 😉
    Kolejnych owocnych rocznic życzę :*

  • Dziękuję! Mamie również:) :*

  • Wszystkiego najlepszego z okazji półrocznicy! (chyba nie ma takiego słowa :P)

  • To dobrze, że stworzyłaś je na tę okazję:) Dziękuję:*

  • Gratulacje i oby tak dalej 🙂 pozdrawiam!

  • Dziękuję:)

  • Zwykła Matka gratuluje Matce na Szczycie 🙂 mój blog tez za chwilę będzie miał pół roku :)))) czyli jesteśmy prawie w tym samym wieku 😉

  • Takie okazje, niby drobne, niemal niepoważne, ale cieszą:) Z przyjemnością będę także świętować z Tobą Twoje półrocze:)

  • Brawo !!! Już odwaliłaś kawał dobrej roboty, cały czas zaskakujesz, więc nic tylko cierpliwości Ci życzę i nie wyczerpanej listy tematów do pisania :*

  • Dziękuję, kochana!:)

  • Gratulacje. A ja się dziwię, że "odkryłam" Cię dopiero niedawno 🙂 I to oczywiście dzięki Gosi i tym łapówkarskim górskim widokom 🙂 Ale zostaję na dłużej 😛

  • Łapówki, jak widać, się opłacały!:) Cieszę się bardzo, że na siebie trafiłyśmy!:)

  • Bardzo mi miło, dziękuję:) A książka już w przyszłym miesiącu będzie następna;)

  • Gratuluję 🙂 Zaglądam tu od niedawna- właśnie dzięki Gosi i Sabinie 🙂 Cieszę się, że tu trafiłam. Muszę tylko postarać się i nie zapominać o komentarzach 😀

  • Dziękuję, bardzo mi miło i zapraszam do częstego zaglądania:)

  • Jeszcze raz gratuluję! Cieszę się, że Antyterrorystka namówiła Cię do blogowania i dzięki niej mogłam poznać Twój świat.

    A za bycie aniołkiem bardzo dziękuję! Chociaż nie wiem, czy pulchny aniołek przejdzie:).

    Piękne zdjęcie- kojarzy mi się z latami 50-tymi ubiegłego wieku!

  • Dzięki:)
    Dobrze Ci się kojarzy, bo tak właśnie miało:) Kiedyś byłam totalnie zakręcona na punkcie lat 50tych i stylu pin-up. Potem z tego wyrosłam, ale sentyment do tych klimatów mi pozostał:)

  • Wiesz co myślę o Twoim blogu:-) Pisałam to wiele razy. Uwielbiam go i jestem uzależniona:-) Życzę Ci wszystkiego najlepszego!!!!!!! Piękne zdjęcia jak zwykle!

  • Na szczęście uzależnienie od bloga to nie najgorsze z możliwych uzależnień;p
    Dzięki za miłe słowa i za Twoje regularne odwiedziny! <3

  • Przyznam, że okładka naprawdę fajnie się prezentuje. Kapitalne zdjęcie.

  • Dzięki:) Też jestem nią zachwycona, tylko mamy problem, bo nie pamiętamy, czy zdjęcie zrobiłam ja czy Ojciec na Szczycie;) Na okładce jest wykorzystany tylko fragment tej fotki i tu wielki szacun dla graficzki z wydawnictwa, że tak właśnie go wychwyciła i docięła. Jest idealnie!:)

  • A okładka piękna, i data premiery zresztą też:-)

  • Niemal dokładnie za miesiąc:)