Tyniec Klasztor
Obiecałam Wam garść wyjaśnień na temat tego, dlaczego tak nagle zniknęłam
Właściwie, to ciężko mi to wytłumaczyć nawet samej sobie. Coś pękło, coś zazgrzytało, dopadł mnie kryzys
 
Może to przez zimę trwającą szósty miesiąc. Naprawdę, kwietniowy śnieg potrafi obniżyć nastrój o maksymalną ilość punktów. A może to przez różne drobiazgi, małe kłopociki, które z dnia na dzień, gdzieś tam spychane, egzystowały sobie w ukryciu wbijając jednak we mnie swe niewielkie ząbki. Może przez książkę, którą przeczytałam przez święta, a która wzbudziła we mnie spore i trudne emocje (za jakiś czas Wam o niej jeszcze opowiem). Pewnie przez wszystko to po trochu i jeszcze inne czynniki.
Nagle poczułam, że mam dosyć, że już nie chcę, że nie umiem z siebie wykrzesać nic twórczego.
KRYZYS.

Tyniec
Kryzysy bywają najróżniejsze i każdego od czasu do czasu jakiś z nich dopada. Finansowe, rodzinne, uczuciowe, emocjonalne, zawodowe, twórcze…
Na kryzys są dwie metody – można go przeczekać, lub można go przełamać. Przeczekanie sprawdza się w przypadku na przykład kryzysu twórczego, ale już przy kryzysie finansowym ta metoda nic nam nie da. No chyba, że będzie to przeczekanie do następnej wypłaty;)
 
Opactwo Benedyktynów w Tyńcu
Opactwo Tyniec
Czytałam kiedyś bardzo ciekawy artykuł o tym, że w języku chińskim słowo KRYZYS składa się z dwóch innych słów – ZAGROŻENIE oraz SZANSA.
Dalej w artykule autor zaznaczał, że kryzys zawsze jest dla nas ważnym sygnałem. Informacją, że coś w naszym życiu było nie tak i pora to zmienić. 
Zgadzam się z tym. To tak jak z niewygodnymi butami. Dopóki lekko ugniatają, często i tak je nosimy, a rezygnujemy z nich dopiero, gdy zrobi nam się bolesny pęcherz na stopie. 
Kryzys jest właśnie takim pęcherzem, czymś, czego nie da się dłużej ignorować. Jest szansą – szansą na zmianę złych nawyków, zawodnych sposobów myślenia, niepotrzebnych działań. Szansą na obranie nowej, lepszej drogi.
 
Na co dzień wszyscy spychamy gdzieś swoje smuteczki, pragnienia, niezałatwione sprawy, niechciane emocje. Jeśli nie ma tego dużo, nic się nie dzieje, ale jeśli uzbierało się już sporo, mogą w końcu wszystkie naraz wydostać się na powierzchnię.
Moment kryzysu pokazuje nam, że musimy rozprawić się ze sprawami, których do tej pory staraliśmy się nie zauważać. Zmienić swoje postępowanie w dziedzinie, której dotknęło załamanie.
 
Wisła w Tyńcu
Kryzysy twórcze są osobną grupą kryzysów. Poniekąd są one wpisane w proces twórczy, można je uznać za zjawisko normalne. Lecz jeśli zdarzają się zbyt często lub trwają zbyt długo, znów stają się ostrzeżeniem. Coś jest nie tak. Może za mało dbamy o swój rozwój, skupiamy się nie na tym, co trzeba, itd.

Kryzys zawsze jest informacją – „to, co robiłeś do tej pory, doprowadziło cię do tego miejsca, więc musisz robić inaczej”.
 
Ja musiałam zrobić sobie przerwę. Od pisania, od kontaktów ze światem, musiałam się wyciszyć. I poszukać źródła swojego kryzysu. A pomogło mi w tym jedno z moich ulubionych miejscmagiczny Tyniec.
Tyniec klasztor
Opactwo w Tyńcu

Wiele razy w życiu właśnie tam jeździłam po to, by pomyśleć, wyciszyć się, poszukać w sobie odpowiedzi. Kiedyś było mi o tyle prościej, że mieszkałam tylko kilka kilometrów dalej;)

Tyniec
Trasa spacerowa Tyniec
Tyniec jest także ważnym miejscem wydarzeń w „Jesieni w Brukseli”. Jedna z najważniejszych, jeśli nie najważniejsza scena z powieści właśnie tam się toczy. 
 
I tak sobie myślę, że przyczyną moich emocjonalnych zawirowań może być także ta książka. Wielkimi krokami zbliża się data jej publikacji, a to powieść, która kosztowała mnie naprawdę wiele emocji. I mam przeczucie, że będzie kosztować jeszcze więcej…
 
*
 
„Wysiadłam z auta i przeszłam na niewielki pomost na rzece. Zagapiłam się na górującą nade mną sylwetkę benedyktyńskiego klasztoru. W książkach i filmach bohaterowie doznawali zwykle w takich miejscach jakiejś iluminacji pod wpływem piękna przyrody i majestatu sakralnych budowli, widząc nagle swoje życie w zupełnie innym świetle. Ja, co było do przewidzenia, iluminacji nie doznałam.”
„Jesień w Brukseli”
 
Jesień w Brukseli
 

 

 
 
  • Oj, rozumiem Cię aż nadto, bo mnie również dotknął kryzys i poczułam, że nic nie ma sensu, a już najbardziej blogowanie. Nadal piszę trochę bez przekonania i emocji, ale jest zdecydowanie lepiej, niż kilka tygodni temu. U Ciebie podłożem jest książka, która pojawi się za niedługo, bo własną powieść traktuje się chyba jak drugie dziecko, prawda? Tak mi się przynajmniej wydaje, choć mogę się mylić.

    Bardzo się cieszę, że wróciłaś i mam nadzieję, że nabrałaś sił potrzebnych do tworzenia. Zdjęcia jak zwykle piękne, tylko Ojca na Szczycie nigdzie nie widać ;).

  • Kryzysy- miewam je dość często:) Już chyba się przyzwyczaiłam. Zawsze potrzebuję w takim momencie chwili spokoju i towarzystwa, które mnie wysłucha i nie będzie umoralniać. Idę więc do mamy i słucha mojego biadolenia:) Zdjęcia piękne, na książkę nie mogę się doczekać 🙂 Dobrze, że wróciłaś :*

  • Najciekawsze jest to, że gdy czytałam ostatnio o Twoim kryzysie, to nie przeszło mi nawet przez myśl, że taka sytuacja mogłaby i mnie dotyczyć, bo uwielbiałam bloga, fp… A potem nagle w jeden dzień wszystko mi jakoś zobojętniało…

    Co do książki, to też ciekawa sytuacja… Tak, przy pierwszej to były ogromne emocje, a teraz… Mimo że to najważniejsza dla mnie książka, ważniejszej już nigdy nie napiszę, to całe to przedłużone oczekiwanie na jej publikację zabiło we mnie całą ekscytację. "Czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas" – jak śpiewał Rogucki.

    A żeby zdusić wszelkie domysły w zarodku donoszę, że Ojciec na Szczycie był obecny, tylko jakoś się na bloga nie załapał z fotką;)

  • A mnie właśnie od dłuższego czasu większe kryzysy omijały, więc teraz znienacka mnie ten wyjątkowo dojechał. Ale cieszę się z niego, chyba zbyt wiele emocji najróżniejszych się we mnie nagromadziło, a ten kryzys mnie z nich oczyścił.

  • Ja tam sobie coś podejrzewałam, że przecież nikt Cię nie porwał, a Szczytu chyba całkiem nie zasypało;-) Stwierdziłam, że potrzebujesz przerwy i choć chciałam coś Ci napisać na fb, to uznałam, że powinnam dać Ci czas. I wróciłaś:-)
    Bardzo się cieszę, że data publikacji już blisko. Naprawdę się cieszę! Będę czytać!
    Odnośnie kryzysu twórczego… to ja chciałabym go nawet mieć. Moja praca jest super, ale nie jest to pisanie twórcze, czysto literackie… Na takie po prostu brakuje mi czasu. Mogę go mieć koło 21, ale koło 22 chcę już odpocząć po całym dniu. Weekendy odpadają, bo nadrabiam domowe obowiązki i wszelkie inne…
    Tyniec podobno jest super. Nie byłam nigdy, ale kiedy robiłam rozmowę z o. Konobrodzkim. Znasz go???

  • Taki kryzys to nic fajnego, tym bardziej, że mnie taki ogólnie życiowy ogarnął i nic mnie nie cieszyło.
    Tak, Tyniec jest super, musisz koniecznie kiedyś odwiedzić! Niesamowite miejsce ze szczególnym klimatem. Nie, tego ojca nie znam, znam za to budowę geologiczną zrębu tynieckiego i przekrój glebowy tego miejsca, bo miałam tam ćwiczenia terenowe na studiach;)

  • Ja też zwalam wszystko na zimę, śnieg…. schowałam się wiec jak niedźwiedź pod kołdrę czekając na cieplejsze dni, blog zarósł pajęczyną i teraz znów wracam… i to w wiosennym nastroju 🙂
    rozumiem cię więc doskonale ….

  • O, cieszę się, że wracasz, bo bardzo lubię Twoje wpisy i Twoje śliczne zdjęcia:) I liczę, że już fotek ze śniegiem w tle nie będziemy musiały wrzucać;)

  • Jakie zdjęcia cudne. A Ty jaka szczupła jesteś 🙂 Zazdroszczę 😛

  • Kurcze, już kolejna osoba mi mówi przy okazji tych zdjęć, że szczupła jestem, a ja właśnie ostatnio utyłam;) I sama nie wiem, czy się cieszyć, czy nie,bo narzekałam ciągle na brak kształtów, a jak się kształty pojawiły, to się ciuchy jakieś opięte zrobiły;)

  • To ciekawych rzeczy się uczyłaś:-) Może kiedyś się wybiorę do Tyńca? Tylko ja zawsze mam dużo planów co do podróży, a potem gorzej z ich realizacją. Ale znowu jest pomysł na Zakopane:-)

  • Ooo, to ja pomysł na Zakopane popieram całym sercem!:D

  • Kasiu, dopiero co zamówilam "Wiosnę po wiedeńsku" i czekam z niecierpliwością na teściową, która mi ją dowiezie. Czytałam fragment na Twojej stronie i wiem, że będzie mi się podobała 🙂

  • Kasiu, dopiero co zamówilam "Wiosnę po wiedeńsku" i czekam z niecierpliwością na teściową, która mi ją dowiezie. Czytałam fragment na Twojej stronie i wiem, że będzie mi się podobała 🙂

  • Bardzo miło mi to słyszeć i życzę przyjemnej lektury!:) Jestem ciekawa Twojej opinii! W tej książce klimaty emigracyjne, ona się zresztą narodziła z mojego etapu życia na emigracji i choć bohaterowie to szaleni artyści, to jednak myślę, że osoby żyjące na obczyźnie mogą w niej znaleźć znajome nuty;)