Kiedy życie daje ci cytrynę, wyciskasz ją i robisz lemoniadę.
Kiedy życie daje ci Szczyt, oswajasz go, uczysz się lubić i czynisz z niego swój atut.
 
To oczywiście zajęło mi sporo czasu. Z początku nijak nie potrafiłam przyzwyczaić się do życia na Szczycie. Byłam nie tylko osobą z miasta, byłam osobą kochającą miejskie życie
 
O mojej miłości do Krakowa i o tym, dlaczego to miasto jest dla mnie tak wyjątkowe, piałam Wam TUTAJ oraz TUTAJ. A jednak teraz, po latach spędzonych na Szczycie, potrafię dostrzec i docenić  zalety Szczytu. Dopiero teraz potrafię powiedzieć, że tutaj żyje się lepiej. Chyba…
 
 
…bo wciąż jeszcze mam wątpliwości. To nie tak, że z całą pewnością ogłaszam, że Szczyt (nomen omen) góruje nad innymi lokalizacjami. Ale patrzę teraz wielowymiarowo. I patrzę przede wszystkim z punktu widzenia dobra dziecka. A w takim wymiarze, wydaje mi się, że Szczyt przoduje.
 
Porównań miejskiego i wiejskiego życia napisano już setki. Ale każdy patrzy na sprawę przez pryzmat własnych doświadczeń, własnych upodobań i przyzwyczajeń, więc każdy widzi to nieco inaczej.
Miasto oferuje wiele udogodnień, sklepów, miejsc rozrywki, możliwości rozwoju, itd. Wieś daje spokój, przestrzeń, czyste powietrze, kontakt z naturą, itp.
Tyle teorii. W praktyce wygląda to nieco inaczej i nieco inne rzeczy bierze się pod uwagę.
 
No to rozpoczynamystarcie wsi (które reprezentuje w tej walce Szczyt) z wielkim miastem (tę rolę otrzymuje w tej rozgrywce Kraków).
 
Runda 1
Anonimowość
 
Lubiłam wielkomiejską anonimowość. Ceniłam ją. Przeszkadzało mi (a właściwie często nadal przeszkadza), że na Szczycie nie mogę wyjść z domu bez pytania sąsiadki: „Kasia, a kaz to jedzies?”. 
I te pytaniaBawicie się?” rzucane, gdy gram z synem w piłkę przed domem. Nie, kurde, rozczepiamy atom. 
 

Ale brak anonimowości na wsi ma też swoje plusy. Od razu rozpoznasz obcego kręcącego się koło domu. Mało tego, nie tylko ty go rozpoznasz. Zrobi to każdy sąsiad z okolicy i któryś wybierze się na niespieszny spacer z łopatą tudzież widłami, by przy okazji zagadać nieznajomego. Widły i łopaty to oczywiście niezbędne do prac polowych narzędzia, proszę nie wyciągać pochopnych wniosków;)Przy okazji tego i poprzedniego wątku o głupich pytaniach, przypomniała mi się sytuacja, której byłam świadkiem.

Szedł drogą góral z kosą i widłami. Była to akurat pora sianokosów. Ktoś zagadnął go stałym pytaniem: „A kaz to idzies?”. Góral na to: „Nojpierwej byłek w karcmie, a teroz idem do gospody”.
 
Wracając do anonimowości i jej braku. W małej, znającej się społeczności trudnej popełnić jakieś świństwo. Nie mówię, że się nie zdarza. Ale tutaj z większym spokojem mogę np. oddać dziecko do przedszkola i szkoły. Każdy wie kim jest nauczycielka, gdzie mieszka, ile ma dzieci i co kupuje na śniadanie.
Kiedyś by mnie to wkurzało. Teraz to cenię, sprawia, że czuję się bezpieczniej.
W tej rundzie Kraków otrzymuje punkt za wielkomiejską anonimowość, a SZCZYT dwa punkty, za jej brak.
 
Runda 2
Tożsamość

Przeprowadzałam się w życiu dziesiątki razy. Mieszkałam w wielu różnych miastach i krajach. To sprawiło, że czuję pewne zakłopotanie, gdy ktoś pyta mnie, skąd jestem
Nigdy nie miałam możliwości naprawdę wrosnąć w jakieś miejsce, nigdy nie miałam punktu, który w pełni mogłam nazywać domem.
To przez większość życia było dla mnie problemem. Do czasu, gdy odkryłam, że własne miejsce nie ma nic wspólnego z lokalizacją geograficzną. Własne miejsce to rodzina.

Rodzina Na Szczycie w Krakowie
 
Jednak mimo to, wiem, że ten jeden jedyny, własny punkt na mapie także odgrywa ważną rolę w kształtowaniu własnej tożsamości. Nie chcę żeby mój syn podzielił mój los, nie wiedząc skąd pochodzi i gdzie przynależy.
Urodził się na Podhalu, więc w pewnym sensie jest góralem. Szczyt nazywa domem. Tutaj jest wszystko, co zna i z czym się utożsamia. Znów punkt dla SZCZYTU.
 

Ale w tej rudzie następuje nieprzewidziany zwrot akcji. Wielkie miasto nie odpuszcza i chce znokautować Szczyt. Bo czyż w pewnym sensie, na Szczycie zawsze nie pozostaniemy nieco obcy?
Mój syn nie pochodzi z tradycyjnej góralskiej rodziny, nie ma tu korzeni i wielopokoleniowego rodowodu. To może sprawić, że jednak mimo to, że dla niego tutaj jest dom, otoczenie w pewnym momencie będzie chciało uświadomić mu, że jest inaczej.
Czy pewnego dnia nie poczuje się przez to tutaj inny, obcy? 
 
 
W wielkim mieście nie ma znaczenia skąd pochodzisz. Chyba połowa mieszkańców, jeśli nie więcej, to ludność napływowa. Małe miejscowości bywają ksenofobiczne. Tutaj punkt dla Krakowa.
Ta runda kończy się remisem.
 
 
Runda 3
Możliwości
 
W tej rundzie szykuje się prawdziwie zaciekłe starcie. Na pierwszy rzut oka powinno w niej wygrać duże miasto. Wiadomo – i pracę łatwiej znaleźć i rozrywki zażyć. Więcej przedszkoli i szkół do wyboru, lekcji dodatkowych. Więcej sklepów, knajp, fitnessów, galerii, co kto chce i lubi.
Ale na Szczycie nie jest pod tym względem najgorzej. Przyznaję, nie jest on do końca reprezentatywny w tym względzie dla wszystkich wiosek, bo jako miejscowość turystyczna ma bogatszą infrastrukturę niż przeciętna niewielka osada.
 
Karczm i restauracji mamy pod dostatkiem (ale ileż można jeść kwaśnicę i moskole?). Znacznie gorzej prezentuje się kwestia sklepów i punktów usługowych(prawdziwym ratunkiem było otwarcie nam Biedronki). Znalezienie np. lekarza specjalisty też jest już znacznie bardziej problematyczne.
Przedszkole i szkołę mamy po jednej sztuce, ale przynajmniej to oszczędza nam problemu z wyborem;)

Pracę oczywiście także trudniej znaleźć niż w mieście, ale z drugiej strony, Szczyt oferuje idealne warunki do pracy twórczej. Daje oddech i przestrzeń, przynosi spokój i natchnienie.

Kiepsko prezentuje się gama szczytowych rozrywek. Do klubu się wieczorem nie wyskoczy (ale mając małe dziecko, w mieście także się tego nie zrobi;p). Kina w okolicy zapyziałe, miejsca związane ze sztuką skupione głównie na jednej jej dziedzinie – sztuce regionalnej, a galerie handlowe słabo przypominają te krakowskie.
Ale znowu – z drugiej strony – lasy, łąki i strumyki na wyciągnięcie ręki
 
Koniki ze Szczytu vr koniki krakowskie;)
W moje gusta zdecydowanie bardziej wpisują się miejskie atrakcje, lecz posiadając dziecko, chętniej korzystam z tych wiejskich.
W tej rundzie znów remis.
 
Runda 4
Zagrożenia
 
Jasne, człowiek jeśli chce, może stoczyć się wszędzie. Ale w mieście łatwiej mu to pójdzie. Narkomania, sekty, gangi, zboczeńcy, chore ideologie, terroryści, zamachy, złe towarzystwo, itd. Na Szczycie albo tego nie mamy, albo istnieje w minimalnym stopniu. 
Coraz gorzej dzieje się na świecie, czasy niespokojne (a czy kiedyś były spokojne tak właściwie?), jeśli terroryści będą chcieli coś wysadzić, na pewno nie wybiorą sobie Szczytu na swój cel. Pójdą do dużego miasta by efekt był spektakularny.
Handlarze narkotyków? A ileż oni by mogli tu zarobić? Zboczeńcy? Zaraz by ich tu wyczaili (patrz: runda pierwsza).

Ludzie na wsi są bardziej pobożni, w większej mierze niż w miastach ceniący tradycyjne wartości, to dla mnie również bardzo ważne.
 
Spacer wiejski vr spacer miejski
Oczywiście, nie mam żadnej gwarancji, że na Szczycie jednak nie wybuchnie któregoś dnia bomba, albo że nie powstanie góralski gang, do którego mój syn zapragnie się przyłączyć. Mówię tylko o prawdopodobieństwie – jest ono znacznie mniejsze niż w dużym mieście.
I to dla mnie bardzo ważny argument. Jak dla każdej matki, tak i dla mnie, najważniejsza jest przyszłość dziecka i jego bezpieczeństwo.
Tę rundę bezsprzecznie wygrywa SZCZYT.
 
Runda 5
Styl życia
 
Właśnie w tej rundzie widać chyba najbardziej jaskrawe różnice. Obojętnie skąd pochodzisz, mieszkając w jakimś miejscu dostatecznie długo powoli nim przesiąkasz.
Muszę przyznać, że w dużej mierze przyzwyczaiłam się do wiejskiego stylu życia, który z początku tak mi przeszkadzał. Choć na pewno do końca nie przyzwyczaję się nigdy. Jestem miastową wykorzystującą zalety życia na wsi i odrzucającą jego wady, chyba jestem trochę nie fair:) 
 

Ale niektórych wad zwyczajnie nie da się odrzucić, trzeba je po prostu zaakceptować.
Wkurza mnie, że o godzinie dwudziestej wszędzie jest ciemno i głucho. Wszyscy pozamykani w domach. Ciemna noc. O tej porze, mieszkając w Krakowie, nawet nie szykowałam się jeszcze do wieczornego wyjścia!
Ale z drugiej strony, czy nie są to idealne warunki dla rodziny z małym dzieckiem? Syn spać, a rodzice mają wieczór dla siebie. Albo można w spokoju obejrzeć film i się poprzytulać (taki romantyczny eufemizm;p), albo trochę popracować.
Miasto działało na mnie rozpraszająco, ciągle coś się działo, cały czas było „gdzie wyjść”. Na Szczycie zostałam uziemiona i tylko dlatego mogłam w końcu zacząć pisać książki.
 

Ale to, co cenię w wiejskim życiu najbardziej to jego tempo. Będąc w Krakowie,widzę zagonionych ludzi z pustym spojrzeniem. Jakiś taki bezsensowny galop nie wiadomo dokąd. Na wsi wszystko toczy się spokojniej (wyłączając czas ferii i wakacji oraz długie weekendy;p). Chwile są jakby bardziej rozciągnięte, leniwe, wpisujące się w ideę slow life.
Wszystko jest tu prostsze, nieudziwnione. Ja też czuję się prostsza, choć czasami brakuje mi tych skomplikowanych miejskich uczuć.
 
Zwierze wiejskie vr zwierze miejskie;)
 
Runda 6
JA
 
Tej rundy nie sposób wygrać. W tej rundzie walka będzie się pewnie toczyć jeszcze bardzo długo.
Znam plusy i minusy obydwu lokalizacji, a jednak wciąż nie umiem z pełną odpowiedzialnością i stuprocentowym przekonaniem powiedzieć: WYBIERAM… 
Obecnie, z wyżej przedstawionych argumentów, wynika, że bardziej skłaniam się w kierunku pozostania na Szczycie. Ale przecież kobieta zmienną jest i ja także bywam bardzo zmienna w swoich emocjach i pragnieniach…
 
Ja wiejska vr ja miejska;)
 
Czasami będąc w Krakowie myślę: co za zgiełk, co za tempo, dobrze, że tu nie mieszkamy! A innym razem marzę, by nie musieć stamtąd nigdy wracać…
Czasami budząc się na Szczycie, myślę, że nie wytrzymam dłużej „tej wiochy” i pragnę, by ktoś teleportował mnie do mojego dawnego wygodnego mieszkanka na Osiedlu Europejskim. Innym razem, budząc się, uśmiecham się do gór i smreków i myślę, że jestem tu, gdzie mam być…

Czy walka Szczyt vr. Kraków może zostać kiedykolwiek wygrana, jeśli sędzia nie chce jej rozstrzygnąć? 
 
 
A Wy co myślicie? Wolicie życie w wielkim mieście, małej miejscowości, czy na wsi? Jakie są Wasze argumenty? 
 
P.S. Tylko nie mówcie o warunkach drogowych, bo korki zdarzają się wszędzie;)
 
  • Mieszkałam w Krakowie studiując, kocham to miasto i gdybym kiedyś musiała się przeprowadzić to chyba właśnie tam 🙂 Natomiast jako góralka z krwi i kości, z dziada pradziada 😛 nie wyobrażam sobie żyć gdzie indziej niż tutaj na moim ukochanym Podhalu. Pomimo wszystko kocham Tatry, małą polanę i las przy którym mieszkam. Dla rodziny z dzieckiem nie ma lepszego miejsca na świecie, przynajmniej mojej rodziny 🙂

  • Dla takich Twoich wpisów uwielbiam Twój blog! Jeśli chciałabym napisać wszystko, co chciałabym powiedzieć, musiałabym zrobić wpis na blogu:-) Ja całe życie mieszkam w jednym miejscu (nie licząc mieszkania w mieście przez miesiąc) Wkrótce się przeprowadzam, ale tylko pół kilometra dalej:-):-) Cale życie na wsi, i to na Podkarpaciu. Ma to swoje uroki, tak jak piszesz. Ja np. wychodzę z sąsiadkami i naszymi dziećmi na spacer i dowiaduję się że:
    a). mój mąż znowu wyjechał na misję
    b). na Wielkanoc się przeprowadzam
    c). szwagier został zwolniony z pracy
    Oczywiście, wszystko jest nieprawdą, ale w małej wsi sąsiedzi wiedzą lepiej niż ty. Ale i tak lubię wieś.

  • Widzisz, to jest właśnie ta tożsamość, miejsce przynależności… Ja nigdy nie miałam możliwości tego w pełni poczuć. Pewnie, gdybym mieszkała całe życie w jednym miejscu, naturalnym by dla mnie było, że tam również będzie dorastać moje dziecko.
    A tak… We wszystkich znajomych miejscach czuję się właściwie "u siebie", ale żadne z nich nie jest tak do końca "tym jedynym"…

  • Dzięki, miło słyszeć:)
    To może przygotujesz jakiś wpis o życiu na Podkarpaciu?:) Interesują mnie tamte tereny, prawie ich nie znam. Raz czy dwa byłam w Bieszczadach (ale tylko raz pamiętam), urzekł mnie Przemyśl, żałuję, że nie mam żadnych zdjęć z tamtego pobytu, bo niewiele już potrafię sobie przypomnieć, lata temu to było.
    Także wpis ze zdjęciami poproszę:D

  • Swietny wpis, jak zwykle zresztą!

    Ja to im jestem starsza, to tym częściej ciągnie mnie na wieś lub do małego miasteczka. Genua jest dużym portowym miastem i ten wieczny gwar tutaj i wszędobylski chaos doprowadzają mnie wprost do szału. Jedzie się do centrum załatwić sprawy, to szuka się parkingu 40 minut, a potem wiecznie się gdzieś goni.
    Lubię to miasto, przyznaję, ale marzę o wiejskiej sielance gdzieś na prowincji, z dala od aut, skuterów i krzyku…

    P.S. Miałaś czerwone włosy:)?

  • Tak, to w pewnym stopniu też przychodzi z wiekiem i związane jest ze stylem życia (przynajmniej u mnie tak było). Ja uwielbiałam swoje życie w Krakowie, ale to było życie zupełnie innej osoby niż teraz jestem. Dla singla czy młodej pary miasto na pewno jest lepsze, ale dla rodziny już niekoniecznie.

    Tak, miałam czerwone:) Niebieskie i fioletowe też kiedyś miałam. I platynowy blond. I ciemny blond. I brązowe. I rude. Zielonych nie miałam nigdy;)

  • Wszystko przed Tobą! Kiedy miałam naście lat, to marzyłam o niebieskich włosach, ale mama skutecznie mnie z tych marzeń wyleczyła, bo za Chiny mi nie pozwoliła na tak drastyczny (jej zdaniem) krok:).

  • Eeee, teraz to już nie:) Ja się bardzo, bardzo uspokoiłam na starość;p
    Poza tym Ojciec na Szczycie jest zdecydowanie za czarnymi, więc się ich trzymam:)

  • Rozwaliłaś mnie nie pierwszy raz. Rozbrajanie atomu 😉 Nie bój się terrorystów;) Brygadę antyterrorystyczną masz po swojej stronie.
    Szczerze mieszkałam i na wsi i w małym miasteczku- więc i tu dupa i tam. Nie mam porównania do dużego miasta więc się nie wypowiem za bardzo;) Tekst świetny

  • Hahaha:)
    No tak, zapomniałam, że Rodzina Antyterrorystów czuwa!:)

    W sumie, zależy jak patrzeć, bo pod pewnymi względami to wszędzie dupa;) Dlatego też to takie trudne, podjąć ostateczną decyzję, te wady i zalety się niemal równoważą. Co jest pulsem w mieście, to minusem na wsi i na odwrót, dlatego na razie uznałam, że jest dobrze, jak jest i chyba Szczyt ma w tym momencie nieco więcej punktów:)

  • Oj, żałuję, że wsysło, bom bardzo ciekawa, co tam pisałaś:) Pierwszy raz Cię chyba tutaj widzę:)

    Ty masz tak trochę wiochy, trochę miasta, co? Może to jest najlepsza opcja? 🙂

  • Mieszkam w małym mieście,sypialni Gdańska.kiedyś moje miasto to była wioska,teraz się bardzo rozwija.takie rozwiązanie jest dobre,bo jak mi wrażeń brakuje to mam gdzie wyskoczyć 🙂

  • Jakaś masakra mi się tu dzisiaj dzieje, bo nie mogę się zalogować do wystawienia komentarza, więc jeżeli się gdzieś tam u Ciebie do moderacji poniewierają, to wybacz. 🙂

  • Nie, ja nie mam włączonej moderacji komentarzy. Może kiedyś jak mnie zaczną wszyscy hejtować, to zmienię zdanie, ale na razie nie podoba mi się taka opcja;)
    Mam nadzieję, że to chwilowy problem, a nie, że coś się na moim blogu wysypało:/

  • Tak, też teraz wydaje mi się, że najlepszą opcją jest mieszkać w spokojnym miejscu z możliwością łatwego i szybkiego dostępu do miasta:)

  • Mieszkam w lesie, dosłownie.Zawsze marzyłam, żeby mieszkać w mieście, co potwierdza fakt, że cudownie się czuję wśród wielkomiejskiego tłumu. Jako małolata uwielbiała zarówno wakacje u babci na wsi, jak i wakacje u babci w mieście. Teraz dążę do tego, żeby zamieszkać w jakimś dużym mieście. I w sumie w nosie mam, jaka to będzie miejscowość, chociaż najbardziej serce ciągnie do Poznania, to Warszawa, Krakow, czy Gdańsk również wchodzą w grę 🙂

  • O, witaj tutaj:)
    Najważniejsze to znaleźć miejsce, gdzie człowiek czuje się najlepiej. Dla jednego będzie to miasto, dla drugiego wieś, a jeszcze inni są tacy niezdecydowani, jak ja:)
    Też uwielbiam klimat dużego miasta, ale teraz doceniam także wieś i na razie ma ona u mnie pewną przewagę (szczególnie, że zima się kończy;p)

  • Problem po mojej stronie, bo córka mi się tu zalogowała go Google i nie mogłam potem zamieścić komentarza. Nie wiem, co się porobiło. 🙂
    A chciałam dodać w temacie postu, że nie lubię małomiasteczkowej mentalności. To mnie czasami przeraża, więc plusik dodaję do wielkiego miasta. 🙂

  • Dzięki, podsunęłaś mi kolejny pomysł:-) Bieszczady są piękne, mam do nich blisko, ale ostatnio rzadko tam zaglądam… Za czasów studenckich bywałam tam często, pod namiotem…:-) Przemyśl jest także piękny, cudowny rynek, Twierdza Przemyśl – forty z II wojny światowej… Jest co oglądać.

  • To teraz jeszcze bardziej mnie zaciekawiłaś! Czekam na wpis!:)

  • Opisałaś dokładnie wszystkie te uczucia, które targają mną na co dzień. My się narazie nie przeprowadzamy, myślimy, szukamy, rozważamy, liczymy – to początek podejścia do zmian – oo dobrze powiedziane – uwaga temat zmiana na horyzoncie, pod hasłem szukanie własnego miejsca na ziemi – rozpoczęte. Problemów, minusów – całe mnóstwo, ale nie odpuszczamy – dalej kombinujemy, rozważamy i liczymy. Jak to się skończy – Kasia nie mam pojęcia, chyba odrobinę brakuje nam odwagi, żeby odciąć kreską jedno miejsce, jedno życie i rozpocząć na nowo inne – tu jest cały problem.

    • U nas to wyszło samo z siebie, wyjechaliśmy na dwa miesiące, żeby złapać trochę oddechu i przemyśleć pewne sprawy. Tzn. tak planowaliśmy, że dwa miesiące, a jakoś niepostrzeżenie zrobiło się z nich już 6 lat 🙂
      U mnie zawsze jest tak, że życie samo mnie najlepiej prowadzi, więc zbyt wiele nie muszę decydować 😉

      • P.S. Przy okazji teraz zobaczyłam, że to jeden z tych wpisów, pod którym zjadło mi komentarze przy przenoszeniu bloga…

        • Miałam identycznie przy paru postach – nie da się ich niestety kompletne odzyskać 🙁

          • I tak się cieszę, bo komentarze, to jedyne z czym był problem przy przenoszeniu bloga i z początku nie było żadnych. Już się nawet pogodziłam z tym, że wszystkie przepadły, a one zaczęły stopniowo się pojawiać, ale jak widać, nie wszystkie wróciły.

          • Do końca roku chcę zmienić parę rzeczy na swoim blogu, ale narazie plany w powijakach, własna domena, prawdopodobnie na WordPress chciałabym się przenieść ale jeszcze muszę dokładnie przemyśleć parę spraw i scalić w jedną całość całą identyfikacje wizualną 🙂

          • Jak dla mnie, to Twój blog wygląda bardzo ładnie i profesjonalnie, a WP polecam 🙂

          • Dziękuje Ci bardzo :*odrobinkę jeszcze pozmieniałabym tu i tam – ale tego sie chyba nigdy nie pozbędę – chęci zmian i rozwoju 🙂

          • I bardzo dobrze, bo to jedna z najważniejszych sił napędowych w życiu! Kto się stale nie rozwija, ten się cofa, jak to się mówi! W miejscu stać się nie da! 🙂

          • Amen!! 🙂

      • I u nas chyba taki spontan byłby najlepszy, pojechać na wakacje, albo na jakiś wyjazd, znaleźć lokum, rozglądnąć się za pracą i do dzieła – u nas znowu panuje zasada – im dłużej planujemy tym mniej nam cokolwiek wychodzi. 6 lat? ale to leci 😉

        • Dopiero niedawno do mnie dotarło, ile czasu minęło. Bardzo długo wydawało mi się, że ledwo co się przeprowadziliśmy 😉

          • Najszybciej ten czas biegnie przy dzieciach, dopiero teraz to zauważyłam, moja Majka ma rok i kompletnie nie zauważyłam kiedy mi to zleciało – już rok – no kurczę kiedy, człowiek żyje w biegu z dnia na dzień i nie zauważa jak szybko mu życie przez palce ucieka 😉

          • Oj, tak! Przy dzieciach biegnie jak szalony! 🙂