Życie na Szczycie
Jak sama nazwa wskazuje ten post jest miksem informacji, rozmów i zdarzeń ze Szczytu. Chaotycznym i bardzo wybiórczym przeglądem ostatnich dni.
Sytuacje są niepowiązane i właściwie nie niosą ze sobą żadnego przekazu, oprócz tego, że niektóre są śmieszne;) Ale w ogólnie panującym trendzie, by przekaz nieść, ja postanowiłam się tym razem wyłamać;)
 
*
 
Syn na Szczycie zjadł loda i oczywiście niemiłosiernie się przy tym upaćkał.
– Muszę cię teraz jakoś doprowadzić do porządku – mówię.
– Tak musisz mnie jakoś doprowadzić do porządku, bo wyglądam jak świnia okropna, co się w błocie taplała – odpowiada.
Nie ma to jak konstruktywna samokrytyka;)
 
*
 
Ten żel pod prysznic Ojciec na Szczycie wstawił do lodówki, myśląc, ze to jogurt:)
Żel pochodzi z Biedronki, pachnie prze-fajnie, ale w użyciu okazał się bardzo średni. Słabo się pieni i jakiś taki rzadki jest.
Tyle na temat żelu.
 
Jogurtowy żel pod prysznic
 
*
Ojciec na Szczycie: Fajnie byłoby mieć jeszcze jedno dziecko, co?
Ja: No fajnie w teorii, ale w praktyce to już nie bardzo. Nie wyobrażam sobie tego wszystkiego od nowa – ciąża, poród, nieprzespane noce, pieluchy, butelki…
OnS: Eee, szybko by zleciało, a fajnie by było mieć takie bobo.
Ja: No to jak tak chcesz, to sobie zrób!
OnS: A co, myślisz, że nie dam rady?
Ja: Tylko nie ze mną!
OnS: Z tobą dam radę.

  

*
 
A oto torebka, którą własnoręcznie przerobiłam. Zdobyta w sh. Do tego folkowe serduszko „by Matka na Szczycie” i jest już całkiem wyjątkowa:)
 
Torebka folk
*
 
Syn na Szczycie wygrzebał za to najbrzydszą maskotkę świata. A on nawet nie lubi pluszaków.
Ale z tym było inaczej, bo to jest SpiderPies. Podobno. Jest czerwony i ma odnóża długie niczym u pająka. Nie było wyjścia, SpiderPies trafił na Szczyt.
 
Pluszak
*
Dyskutujemy z synem o dinozaurach. O tym, że kiedyś żyły i że już ich nie ma. O tym, że żyły tak dawno, że nas wtedy jeszcze na świecie nie było.
No i sytuacja zaczęła robić się śliska, bo Syn na Szczycie zapragnął wiedzieć, gdzie byliśmy, jak nas nie było.
Sama tego nie ogarniam, więc jak wytłumaczyć sprawę trzylatkowi?! Po długiej dyspucie, w której matka wiła się i plątała w zeznaniach, skończyło się na pytaniach, czy Jezus ma dużą głowę i czy mógłby nosić kask strażacki oraz na jaki kolor ma pomalowany dom w niebie:)
A i tak na drugi dzień Syn na Szczycie zapytał babcię, czy jak była mała, to te dinozaury widziała. Klasyka:)  
*
 
Chcesz żelkę? – pyta Syn na Szczycie Ojca.
– Poproszę.
Syn na Szczycie już zamierza tatę poczęstować, gdy nagle zmienia zdanie, oznajmiając:
– Jednak ci nie dam, bo będzie mi żal.
*
Wiedzieliście, że orzeszki ziemne mogą zawierać śladowe ilości orzechów?!
😉
 
Orzeszki w panierce
*
 
Rozmawiamy z Ojcem na Szczycie, że fajnie byłoby gdzieś wyskoczyć na weekend. Przy okazji tych rozważań mówię:
– A wiesz, że takiej jednej blogerce to jakieś SPA zafundowało weekend w zamian za to, że ich opisze na blogu?
– A to tobie by nie mogli?
– No nie, bo ona jest jedną z kilku najbardziej wpływowych blogerek w kraju.
– A ty jaką jesteś?
Jedną z tysięcy niewpływowych.
*
 
Taką przypinkę kupiłam za 1zł. Nie mam pojęcia po co i co z nią zrobię, ale czyż nie jest fajna?;)
Przypinka wilk
*
 
Syn na Szczycie ułożył piosenkę o swoich ulubionych kocykach (przedmiotach dla niego najważniejszych na świecie):
„Kocham je, kocham je,
nie wymkną mi się!”
.
Wygląda na to, że zaborczość w miłości odziedziczył po matce;)
 
*

– Chyba dostanę okres, bo jestem jakaś taka rozdrażniona i wszystko mnie wkurza – mówię do Ojca na Szczycie.
– A, nie, ty to masz cały miesiąc tak – odpowiada.
 
*
 
A teraz muszę się przyznać do pewnego brzydkiego postępku – przywłaszczyłam sobie zegarek syna. W Happy Meal’u był;) 
 
Zegarek kot
 
*
 
Syn na Szczycie bawi się autkami, które zazwyczaj stoją na komodzie. Zjechał nimi z komody na podłogę, pojeździł po dywanie, a potem zaczął wjeżdżać z powrotem na górę, mówiąc:
Koledzy, wracamy na nasz szczyt!
🙂
 
*
 
Babcia na Szczycie przyniosła wnukowi zabawkę składającą się z dziesiątek maleńkich magnetycznych kulek. Po chwili kulki były porozrzucane po całym domu, więc mówię do Babci:
– Przyniosłaś mu jakąś diabelską zabawkę!
– Nie! TO jest DIABELSKA zabawka! – krzyczy Syn na Szczycie pokazując swój miniaturowy DIABELSKI MŁYN🙂
 
Zabawki
 
*
 
A teraz pora na UFO na Szczycie
Któregoś dnia, na horyzoncie, tam gdzie widzimy fragment wyciągu RUSIŃ-ski, pojawiło się przedziwne zjawisko. Wyglądało jak półkula zachodzącego słońca, tylko, jak na zachodzące słońce, znajdowała się w nieodpowiednim miejscu i świeciła o nieodpowiednich porach.
Zachodziliśmy w głowę co to takiego, aż w końcu Ojciec na Szczycie wpadł na rewelacyjny pomysł, by zrobić zdjęcie. Aparat ma potężny zoom, więc udało się uchwycić szczegóły kuli. Wyglądała tak:
 
Stacja Narciarska RusinSki
Jednak nadal nie wiemy, co to właściwie było.
Postanowiliśmy na następny dzień przejść się wreszcie zobaczyć tę dziwną konstrukcję z bliska. Na drugi dzień już jej nie było…
 
*

Chociaż na drugi dzień nie widzieliśmy już kuli, mimo to postanowiliśmy przejść się na wyciąg. Liczyliśmy, że może załapiemy się jeszcze choć na jej demontaż i dowiemy się czym była.
Tatry Bukowina Tatrzańska
Widok na Tatry 
Kuli nie znaleźliśmy, natomiast był to jeden z najkoszmarniejszych spacerów na jakie się wybraliśmy. Mokry, przemieszany z błotem śnieg i lodowato zimny wicher.
Zaliczyliśmy też but, który został w zaspie, odmrożone uszy i przemoczone skarpety.
 
Zima

Można by uznać, że wszyscy ocenialiśmy ten spacer jako wyjątkowo nieudany, a tu niespodzianka! Ojciec na Szczycie stwierdził, że to było bardzo udane wyjście, bo jedno z nielicznych z nami, podczas którego nie wydał ani złotówki
 
Wyciąg RusinSki
Skutery śnieżne 
*

I na koniec słów kilka o przemeblowaniu na Szczycie. Pisałam Wam o komodzie z Biedronki i o tym, że mam na nią chrapkę. Bardzo nam takiego mebla brakowało, szczególnie na rzeczy Syna na Szczycie.
No i komody się dochrapałam. A nawet dwóch! 
Po skręceniu pierwszej uznaliśmy (no dobra – ja uznałam;p), że jest tak rewelacyjna, że przydałaby się druga i zaraz po nią pojechaliśmy.
Syn na Szczycie oczywiście nadzorował prace ze swojego nowego fotela (również z Biedrony – TUTAJ).
 
Fotel Biedronka 
Miałam w życiu różne fascynacje jeśli chodzi o wystrój wnętrz. Kiedyś uwielbiałam styl retro, później plastikowe techno i intensywne kolory. Miałam też etap, gdy kręcił mnie neobarok, a nawet przez chwilę styl skandynawski.
Teraz podoba mi się przede wszystkim wygoda i funkcjonalność (to chyba starość!;p), a komody z Biedrony fantastycznie wpisują się w te wymagania. Może nie są najpiękniejsze, ale za to, dzięki nim wreszcie na Szczycie zapanował ład.
 
Zanim to się jednak stało, przechodziliśmy istny armagedon. Pojawienie się komód zainspirowało mnie do zrobienia ogólnego przemeblowania połączonego z segregacją rzeczy. Przez dwa dni na Szczycie wyglądało tak, jakby był linią frontu, epicentrum trzęsienia ziemi i miejscem zbrodni w jednym.
Na szczęście w końcu udało mi się z tym uporać (choć przez chwilę rozważałam podpalenie lub wyprowadzkę;p). A efekt jest naprawdę wart tej męczarni.
Komoda Biedronka
 
Wreszcie zabawki nie walają się po kątach. Jest miejsce na wyeksponowanie niektórych z nich, a reszta jest dyskretnie schowana. Dzięki szufladom, Syn na Szczycie ma wszystko pod ręką, ale nie musi to plątać się pod nogami.
Przestrzeń została uporządkowana, chaos okiełznany. Z jednej strony jest przestrzeń syna, z drugiej rodziców. Przy okazji znalazłam nowe miejsce dla świecących kulek od Cottonove Love.
 
A jeśli też podobają Wam się komody z Biedronki lub macie chrapkę na inne nowości z tego sklepu to podpowiadam, że aktualną ofertę znajdziecie TUTAJ.
Biedronka chce mnie chyba wykończyć finansowo, bo już wpadły mi w oko kolejne świetne rzeczy – spójrzcie tylko na te PUFY (TUTAJ) i folkowe PODUSZKI (TUTAJ)!
 
P.S. Polecam Wam takie przemeblowanie od czasu do czasu, nawet, jeśli nie ma pojawić się żaden nowy mebel. 
Działa jakoś tak odświeżająco, więc szczególnie na wiosnę warto się o nie pokusić.
Przy okazji spakowałam kilka toreb zabawek do wydania i kolejnych kilka toreb ubrań do sprzedania. Same plusy!
 
*
 
Zarobienie na sprzedaży nienoszonych ubrań, skojarzyło mi się z taką ciekawostką – wiecie, że można zarobić na zakupach?!
Jakiś czas temu kupiłam coś na zagranicznym serwisie. Płatność w dolarach.
Paczka nie przychodziła już drugi miesiąc, więc „założyłam spór” i przyznano mi zwrot pieniędzy. Gdy płaciłam za zakup, dolar był po 3,20zł. Gdy zwracano mi pieniądze – po 3,70zł. Zarobiłam dychę;)
 
 
I już na sam koniec, kolejny widok ze Szczytu. Przeważnie zachwycacie się krajobrazami, które roztaczają się z naszych okien, więc tym razem, żeby nie było, że zawsze są takie imponujące, pokazuję Wam inną odsłonę:)
Mgła w górach
 

 

 
  • Widzę, że w sprawie drugiego dziecka mamy podobne zdanie jak i również nasi mężowie 😛 haha. Komody świetne! Sama się nad nimi zastanawiałam, nie kupiłam, teraz żałuję bo pewnie już się wyprzedały….

  • Trochę tych Biedronek wkoło jest, więc myślę, że jeszcze w którejś będą. My kupowaliśmy w Białce i białe zaraz zeszły, zostały jeszcze te całe drewniane.

    Co do dzieci, to facetom jest sobie łatwiej "chcieć", bo to w końcu nie oni muszą w ciąży chodzić i tak dalej… Ja akurat miałam bardzo ciężką ciążę i dość dramatyczne okoliczności porodu i to jest chyba główny czynnik, który mnie zniechęca do przechodzenia tego ponownie.

  • Katarzyna, ty nie jesteś wpływowa????? Że ja nie, to wiem,. ale Ty???? P.S. Myślę, że spokojnie mogłybyśmy się mężami zamienić;-) Ten żel jako jogurt w lodówce coś mi przypomina:-);-) Mój tato kiedyś umysł sobie włosy żelem do mycia twarzy i twierdził, że nie ma żadnej różnicy. Ehhh, ci mężczyźni,
    I chciałam też się przyznać, że jestem Katarzyna i że jestem grzebalnioholiczką:-) W tym tygodniu byłam tylko dwa razy na takich zakupach…
    Ogólnie super wpis. Bardzo mi się podoba i rozweselił mnie z rana;-) Aranżacja pokoi na szycie jest super, a poduszki folkowe na pewno kupię, chyba że w rzeczywistości będą wyglądać inaczej.

  • Ja poród wspominam raczej ,,zabawnie" (!) serio :D, natomiast to co było później już raczej niekoniecznie, pieluchy, kupki, zupki już mnie kręcą 😛 Może kiedyś… póki co cieszę się, że mogę z Mery porozmawiać i te wszystkie ,,poważne" pytania, o których Ty wspominałaś uwielbiam!

  • Tak, te zupki, kupki i pieluchy też działają na mnie zniechęcająco. Może rację mają ci, którzy mówią, że najlepiej mieć jedno dziecko po drugim.
    A tak, to już człowiek wróci do jako takiej wygody życiowej i nie chce z niej łatwo rezygnować:)

  • 🙂 🙂 🙂
    No, ja żadnej wpływowości niestety nie czuję, choć przyznam, że jeśli chodzi o korzyści z prowadzenia bloga, to od samego początku bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Ale niestety do SPA nikt mnie jeszcze nie zaprasza. A chętnie bym się wybrała:D

    Zakładamy jakieś koło anonimowych grzebalniocholiczek?:) Upolowałaś coś ciekawego?:)

  • po tym poście mam zdecydowanie lepszy humor….przepraszam wiem że nie można śmiać się z innych! :* miłego weekendu!

  • Cieszę się, że przyczyniłam się do poprawy Twojego humoru:) Pozdrawiam:)

  • Wesoło macie tam na Szczycie choć te prawie bliskie spotkanie z ufo mnie by przeraziło, natomiast Myster Pi byłby zachwycony, bo się tym interesuje i katuje
    mnie programami na temat kosmitów:).

    Z tego żelu, który Ojciec na Szczycie do lodówki wstawił, śmieję się od rana:). Dobrze, że nie zjadł, bo wtedy byście mieli problem!

    Dla mnie wpływowe blogerki to te, które czytam, więc i Ty się do nich zaliczasz:). To teraz niech to przeczyta ktoś ze SPA i Cię zaprosi!

    Mogę się zapisać do Waszego klubu anonimowych grzebalnioholiczek? Na drugie imię mam Katarzyna:).

    Bardzo fajny wpis, proszę o więcej!

  • Na nudę nie narzekacie. Kurde ten Spiderpies mi się podoba:) Znaczek też chociaż podobnie jak Ty zastanawiam się do czego by posłużył. Mebli nie mogę sobie kupić…mąż by się pogniewał bo sam robi meble 😉 Przemeblowania- uwielbiam raz na jakiś czas. Oddając niepotrzebne rzeczy, ciuchy ( nie wyrzucam takich rzeczy) czuję się lżejsza 😉

  • Haha, to chyba większość facetów ma coś z tym UFO;) Oni muszą mieć jakiś gen odpowiedzialny za zainteresowanie kosmitami i polityką:D

    Dziękuję za uznanie mnie za wpływową blogerkę, muszę się mężowi pochwalić:) A do klubu jak najbardziej zapraszamy, miło nam będzie Cię gościć:)

  • Znaczek za jeden zeta, więc żal było nie kupić;)

    Nie wiedziałam, że Twój mąż meble robi! Świetna umiejętność! Ja mam całą listę mebli, które bym chciała, jak bym takiego męża miała, to by chyba nie miał czasu na nic innego tylko robienie mebli dla mnie:)

    Dokładnie – takie pozbycie się zalegających rzeczy odświeża:) Ja też nie wyrzucam, albo oddaje, albo sprzedaję i mam wtedy pieniądze na nowe zakupy:)

  • O bardzo dużo:-);-)
    A odnośnie wpisu powyżej. Ja miałam 2,5 roku przerwy pomiędzy jednym a drugim dzieckiem i myślałam, że to epoka i że wszystko zapomniałam, a tu w ciągu jednego dnia wszystko sobie przypomniałam;-)

  • Kurcze, narobiłaś mi ochoty na grzebanie!;) Ja już nie byłam chyba z dwa tygodnie i czuję, że dopada mnie syndrom odstawienia;) Ale założyłam sobie, że najpierw muszę posprzedawać całe mnóstwo ciuchów, których nie noszę, żeby zwolnić miejsce i zapewnić ruch w przyrodzie;) To może dziwnie zabrzmieć, ale nie lubię mieć za dużo ciuchów, potem nawet nie pamiętam co mam i i tak większości nie noszę;)

    Co do dzieci, na pewno można sobie przypomnieć, ale ja nie do końca chcę sobie przypominać;) Choć czasem mnie kusi taka perspektywa:)