Matka na Szczycie
W tej chwili rządzą u nas trójki
Syn na Szczycie ma teraz 3 lata i 3 miesiące. Ja mam 33 lata.
I oboje jesteśmy w najlepszym możliwym wieku.
I zdałam sobie sprawę, że właśnie to, jest przyczyną mojego ostatniego obniżenia nastroju. Bo jeśli jest najlepiej, to potem może być tylko gorzej.

Zawsze na coś czekałam, do czegoś dążyłam… Teraz, mając to wszystko, zostałam z niczym. Z niczym wielkim do osiągnięcia, z żadnym zuchwałym planem do realizacji.
 
Większość życia żyłam z nadzieją na przyszłość. Z oczekiwaniem czegoś niezwykłego, co los ma mi przynieść. Teraz wiem, że całe życie czekałam właśnie na moich wspaniałych chłopaków.
Pamiętam, że zaraz po ślubie przez chwilę ogarnęło mnie przygnębienie, że to już… Znalazłam swego księcia z bajki, zostało to oficjalnie przypieczętowane. Koniec poszukiwań. Nie wiedziałam, jak mam nagle żyć bez czegoś, co określało mnie tak długo, bez pogoni za tą jedyną, niezwykłą miłością.
Gdy była ciąża, znów było oczekiwanie, wiadomo – na dziecko. Gdy dziecko jest maleńkie czeka się aż podrośnie, aż nauczy się chodzić, mówić, porzuci butelki i pieluchy.
Potem czekałam na premierę mojej debiutanckiej powieści. Teraz, przed publikacją kolejnej książki, już tak bardzo się tym nie emocjonuję. Paradoksalnie – choć ta druga powieść jest dla mnie znacznie ważniejsza od poprzedniej, to jednak sam fakt jej publikacji nie jest dla mnie tak wielkim wydarzeniem, jakim był literacki debiut.
 
Przez jakiś czas żyłam także nadzieją powrotu na stałe do mojego ukochanego Krakowa. Ale przez ostatni rok się to zmieniło. Ja, osoba typowo miastowa, dostrzegłam więcej plusów mieszkania na wsi niż w mieście, o czym mogliście dowiedzieć się z poprzedniego wpisu (TUTAJ).
 
Matka na Szczycie 
 
Syn na Szczycie ma 3 lata i 3 miesiące. Kiedy to zleciało? Choć przez ten czas wydarzyło się tak wiele, mam wrażenie, jakby to było mgnienie.
Niedługo pójdzie do przedszkola, zacznie mieć swój, całkiem inny od mojego, świat, wyrabiać sobie własne poglądy, mieć swoje towarzystwo. Potem będzie szkoła, studia i własna rodzina. Tak, już o tym wszystkim myślę, bo skoro 3 lata przeleciały jak z bicza strzelił, to i 33 tak przeleci.
 
Mam 33 lata. Jestem w najlepszym momencie swojego życia. Jestem kobietą spełnioną, zadowoloną z siebie, swojej rodziny i swojego życia. Szaleńczo zakochaną. Realizującą swoje pasje. Jestem na swoim Szczycie.
 
I co dalej? Dalej może być już tylko gorzej, bo ze szczytu jest tylko jedna droga – w dół…
 
No, dobra, wcale nie takie będzie zakończenie tego tekstu;) Bo są przecież i inne szczyty, które wciąż czekają na zdobycie:) Obecnie borykam się z zerwaniem pępowiny, które wymusiło na mnie pojawienie się dziś pewnego nowego mebla…
 
Syn na Szczycie spał z nami jakieś dwa lata, odkąd pozbyliśmy się jego niemowlęcego łóżeczka. Było to dla mnie naturalne, wygodne, przyzwyczaiłam się. Teraz pora na wielką zmianę, którą najbardziej chyba ja jestem przejęta. Syn jest zachwycony nowym łóżeczkiem i zaczyna mi się udzielać jego euforia. A jeszcze wczoraj nie mogłam spać, myśląc, że to ostatnia noc przed nadejściem ogromnej zmiany na Szczycie.
 Łóżko wóz strażacki
Łóżko w kształcie auta
 
Dziś byliśmy także obejrzeć przedszkole. Kolejny trudny dla mnie temat. Mój maleńki syneczek dorasta. Tak szybko!
Wiem, wiem, ma dopiero 3 lata i 3 miesiące, jeszcze nie wyjeżdża na studia i nie przyprowadza do domu narzeczonej, ale mam wrażenie, że teraz każdy kamień milowy będziemy mijali coraz szybciej i szybciej.
 
Mój syn ma 3 lata i 3 miesiące. Ja mam 33 lata. I oboje mamy przed sobą jeszcze wiele szczytów do zdobycia!:)
 
 
 
  • Pieknie napisane 🙂 ZAWSZE sa jakieś inne, nowe szczyty do zdobycia! To, że teraz jestes na szczycie nie musi oznaczać , że zaczniesz z niego spadać 🙂 Głowa do góry!!! Jaka powieść napisałaś?

  • "Wiosna po wiedeńsku", a niedługo pojawi się moja druga książka – "Jesień w Brukseli". Zapraszam na moją stronę autorską – http://www.katarzynatargosz.pl
    I dziękuję za miłe słowa:)

  • Piękne z Was trójeczki :). A przed Wami cały łańcuch szczytów do zdobycia – grunt, to je dostrzec ;). Pozdrawiam cieplutko 🙂

  • Dziękuję za dobre słowo:) Szczytów od nas widać mnóstwo, więc z dostrzeżeniem nie powinno być problemu;) ;p

  • Czytam po raz drugi Twój wpis i mimowolnie przypomniał mi się Frank Sinatra:). Wiesz co ma napisane na nagrobku? "Najlepsze przede mną" i ja się tego trzymam!

    Myślałam, że masz 25 lat co najwyżej:). Łóżko pierwsza klasa, Myster Pi na pewno by takie chciał, ale nie ze mną te numery;).

  • Piękne łóżeczko. Sama bym w takim spała. Polcia ma swoje, ładne, ale co z tego jak śpi z nami 🙂 A ja lubię i nie lubię, że codziennie pakuje mi się do łóżka 🙂
    Szczyty do osiągnięcia? Pewnie jeszcze sporo masz ich przed sobą, może ciut mniejszych 🙂 Ja nigdy nie liczyłam na te wielkie, a plany robiłam malutkie. A ze szczytu nie trzeba od razu spadać. Można przeturlać się na kolejny 🙂 Albo wznieść jeszcze wyżej. W końcu Ty nam dziś fundowałaś balony w górach 😛

  • Sprawiłaś mi nie lada przyjemność z tym 25;) Mam ten duży plus, że mam pod tym względem świetne geny;) Musiałabyś moja mamę zobaczyć, z niej to dopiero młoda laska!:) Babcia miała to samo, w wieku osiemdziesięciu lat wyglądała na pięćdziesiąt:)

    "Najlepsze przede mną" na nagrobku? Piękne! I w zasadzie, patrząc wg tego w co wierzę, to bardzo prawdziwe:)

  • Ja się obawiam, że właśnie sama będę musiała w nim spać;) Cały dzień była u syna euforia z powodu nowego łóżka i zabawa w nim, a teraz na wieczór władował się do starego;)

    Z tym balonem, to piękny pomysł i świetna metafora! Nie wpadłam na to! Dzięki:*

  • P.S. Ja mam dokładnie to samo, jeśli chodzi o spanie z dzieckiem – lubię i nie lubię jednocześnie. Z jednej strony żadna przyjemność spać na skraju łóżka ze stopą syna wbitą w policzek i nie móc się nawet do męża przytulić, a z drugiej to uwielbiam możliwość przytulenia do syna i tę bliskość jaką dawało wspólne spanie. No i było to też wygodne, nie trzeba było wstawać w nocy i biec na każde zawołanie;)

  • Piękny wpis! Myślę, że jeszcze wiele szczytów przede Tobą i zazdroszczę, że tak wiele osiągnęłaś w tak młodym wieku. Mam jeszcze trochę czasu do tego magicznego wieku ;), może i mnie uda się zdziałać coś więcej niż tylko gospodyniowanie 😉 😛

  • Ja bardzo długo nie posiadałam żadnego osiągnięcia, którym mogłabym się pochwalić i tak naprawdę w ogóle żyć zaczęłam dopiero kilka lat temu. A potem jak się posypało, to wszystko naraz:)
    Także jestem pewna, że wszystko jeszcze przed Tobą, jak to mówią – każdy ma swoje pięć minut. Albo pięć lat:)

  • P.S. A gospodyniowanie też może być rozpatrywane jako osiągnięcie, nie każdy potrafi być dobrą gospodynią, ja na przykład mam z tym problem i mąż mi często to wytyka;)

  • Kochana to Ty jesteś w wieku męża mego;) Moja Młoda za 3 tygodnie kończy 3 lata…kurde pamiętam jak pakowałam torby do szpitala a Zołza mała pyskuje i się stawia…ten czas leci za szybko. Odnośnie szczytów…znając Ciebie zaraz wynajdziesz jakieś nowe wyzwania:) W każdym momencie będę za Ciebie trzymała mocno kciuki :*

  • Ja jutro zapisuję do "zerówki", do tzw. starszaków:-) Ale dla mnie to normalna kolej rzeczy, bo już drugi rok do przedszkola chodzi, a poszedł jak miał 2,5 roku… Pamiętam, że wtedy na samą myśl o przedszkolu chciało mi się płakać, mimo że i tak nie byłam z nim w domu, bo na co dzień pracowałam.
    Spokojnie, jak tak Cię obserwuje, to coś na pewno wymyślisz:-) Cel sam się nawinie. Mi nawija się ciągle:-) Serio.

  • "Wiek Chrystusowy":)
    Tak się mówi, że przy dzieciach czas szybko leci, ale nie sądziłam, że aż tak szybko! Teraz jestem świadoma każdego uciekającego dnia. Kiedyś zima strasznie mi się dłużyła, a teraz te zimy uciekają zanim zaczynają mnie na dobre wkurzyć;)

  • Nie tyle chodzi o cele, bo te na pewno mam, bardziej o to, że spełniłam już swoje wszystkie wielkie marzenia, osiągnęłam wszystko co chciałam… Ojciec na Szczycie radzi bym teraz intensywnie marzyła o wielkim terenowym aucie, bo skoro dostaję wszystko, czego mocno pragnę…;);p

  • Mi też wiele się udało, ale jeszcze nie wszystko. Ale pójdę za radą twojego męża i zacznę marzyć o wielkim czarnym Audi Q7!

  • 🙂 🙂 🙂
    A ja o GMC Sierra Denali lub Fordzie Atlas:D No, ewentualnie może być nawet Hilux;)

  • ….a każdy następny szczyt piękniejszy <3 pójście mojej Majki do żłobka chyba do dnia dzisiejszego przeżywam, pomijając wieczne choroby i przeziębienia – każdy musi to przejść, Mama bardziej przeżywała pierwsze rozstania niż Córka. A Ty mi tutaj piszesz o przedszolu, pójścia na studia i wyprowadzce aaa Kasia nie tak szybko, wystarczy że ten czas leci jak oszalały!
    Łożko jest niesamowite!! pomysłowe i oryginalne i do Szczytu pasuje jak ulał!

    • I na szczęście, przytomnie wybraliśmy taką wielkość, że i ja mogę w nim bez problemu spać 😉

      • Tez sie tym kierowałam 😀 spać jak spać – najaważniejsze żeby położyc się obok wtulić mocno i nie puszczać na krok prznajmniej przez chwilę 🙂