Stół prawdy jest obecnie tematem numer jeden. Jest na topie. Jest trendy. Na Facebooku powstały nawet specjalne profile, gdzie można się obrazem swojego „stołu prawdy” podzielić.
 
No, cóż, ja jak zawsze gdzieś poza mainstreamem. Stół prawdy Matki na Szczycie jest całkowicie banalny. Zero szokujących odkryć. Zero ekscytujących sekretów. Nuda.
Na moim stole prawdy stoi laptop – dla mnie bezdyskusyjnie najważniejszy przedmiot w domu. Obok stoi wiecznie brudny kubek po kawie i elektroniczny papieros, zwany przez Matkę na Szczycie „elektronem”.
Przez chwilę cień podejrzeń mogłyby wzbudzić pojemniczki z tajemniczym płynem, ale to jedynie mentolowy liquid do wspomnianego e-papierosa.
 
I tyle. Nawet w szafach i szufladach nie mam pochowanychżadnych kompromitujących przedmiotów. Serio, taka ze mnie nudziara.
Kiedyś, w czasach szalonej młodości, kiedy jeszcze Matka na Szczycie nie była ani matką, ani na Szczycie, coś niecoś może by się znalazło. Ale obecnie – długo nad tym myślałam, chciałam się przed Wami kompromitująco obnażyć – jedyną moją kolekcją, mogącą budzić pewne kontrowersje, jest siedemnaście par zimowych butów. A jedyną naprawdę kompromitującą sprawą na Szczycie jest wieczny i niedający się ogarnąć bałagan:)
 
Na szczęście mogę liczyć na moich facetów. Syn na Szczycie jak zawsze broni honoru rodziny i mogę Wam z dumą przedstawić jego stół prawdy. Czysty realizm (a może surrealizm?;p), zero aranżacji.
 

 

Ojciec na Szczycie poszedł jeszcze dalej. On ma PÓŁKĘ PRAWDY. A z półką było tak:
– Masz coraz więcej ubrań, już się nie mieszczą – mówię pewnego dnia do Ojca na Szczycie.
– Faktycznie, już się nie mieszczą na tej jednej małej półeczce w dziecięcej szafie – odpowiada.
Dodał, że mogę go zacytować, co też niniejszym uczyniłam:D
 
Mogliście poczuć się nieco rozczarowani naszym brakiem pikantnych sekretów na Szczycie, więc na koniec podrzucam jeszcze zdjęcia przedstawiające MOMENT PRAWDY.
Ten moment, w którym matka zdaje sobie sprawę w całej pełni tego odkrycia, że posiadanie syna, to coś całkowicie innego od posiadania córki;)No, dobra, może to nawet wreszcie będzie pikantne, bo Ci dwaj ostatnio sypiają w naszym łóżku;)
 

 

 

 
 
  • Butów nie zazdroszczę, żeby Ci się nie rozwaliły 😉 Tylu facetów w jednym łóżku…no ja nie wiem jak to skomentować 😉

  • Haha, no ja też nie będę tego komentować;) Wielu facetów w jednym łóżku to temat na całkiem inny post;p
    P.S. Ale zauważ, że sami superbohaterowie:D

  • Ustawiłaś się nie powiem 😉

  • 😀

  • No proszę, a ja już chciałam do pewnego tygodnika dzwonić;).

    Wiesz, tych butów to Ci zazdroszczę, bo to jedna z moich słabości, obok torebek. Kiedy mieszkałam w Polsce i byłam zblazowaną singielką, kupowałam ich tyle, że dziennie do pracy przychodziłam w nowych butach i zmieniałam ciągle torebki, co nie przysporzyło mi sympatii, bo zaczęto mnie uważać za snobkę, która nie ma na co kasy wydawać, tylko szpanować lubi. Problem w tym, że nie szpanowałam, po prostu nie umiałam się oprzeć tym torebkom i butom. Inna sprawa, że nie miałam jeszcze Gai, więc mogłam pozwolić sobie na nadprogramowe wydatki:). Teraz tego chwilowo nie robię, lecz kiedyś sobie odbiję.

  • Jakże wspaniale Cię rozumiem! U mnie to samo – buty i torebki to moje wielkie słabości! Podobno odziedziczyłam te skłonności po babci – w rodzinie krąży opowieść, jak babcia wolała chodzić głodna, ale w nowych butach;)