Dawno temu, na studiach, na zajęciach z turystyki, dowiedziałam się o zasadzie „3S”sun, sea & sand.
Wczoraj zaś odkryłam, jak wygląda zimowy odpowiednik trzech „S” – sun, snow & ski.

Dzień był wyjątkowo piękny. Taki, że nawet Matka na Szczycie cieszyła się zimą. Intensywny błękit nieba, oślepiająca biel śniegu, jasne promienie słońca i – oczywiście – górskie szczyty tuż obok.

 

Mieszkanie w pobliżu atrakcji, do której w sezonie zjeżdża pół Polski, zobowiązuje. Czasami wybieramy się więc na spacer na wyciąg Rusiń-SKI. Ale nigdy jeszcze nie byłam tam w szczytowym momencie sezonu. Środek zimowych ferii, niedziela plus piękna pogoda. Można było spodziewać się, że zastaniemy tam tłumy.

Matki cień;)

Nigdy wcześniej nie miałam też okazji zobaczyć nowo wybudowanej części wyciągu, który oglądałam jedynie na etapie budowy – mieliśmy wtedy niezłą zabawę wśród tajemniczo wyglądających, poziomo rozłożonych wsporników, co możecie zobaczyć TUTAJ.


Nowa kolej faktycznie robi wrażenie. Zacytuję w tym miejscu Ojca na Szczycie, który najlepiej oddał nasze wrażenia – „Gdybym jeździł na nartach, to na pewno podobałby mi się ten wyciąg i chciałbym tu jeździć”:)


Tak, Rodzina na Szczycie na nartach nie jeździ. Czyż nie byłoby to zbyt banalne, mając te wszystkie wyciągi dookoła na wyciągnięcie ręki?:)



Mimo naszego braku zainteresowania tematem i mimo wielkich tłumów spragnionych aktywnej zimowej rozrywki, na Rusiń-SKI (nie mylić z Rusińskim) nam się podobało. Strefa narciarska dla dzieci skłoniła nas do snucia planów, że może by tak Syna na Szczycie przynajmniej z tym sportem zaznajomić, niech honor rodziny ratuje. 

Gdzieś zapachniało mi grzańcem, gdzieś karczkiem z grilla. Miałam ochotę, ale potworne kolejki we wszystkich punktach skutecznie mnie zniechęciły. Może w innych okolicznościach nie poddałabym się tak łatwo, ale mając świadomość, że jeden szaleńczy zjazd na sankach dzieli mnie od domu i zawartości własnej lodówki, szybko odpuściłam. 


A jeśli już o szaleńczym zjeździe mowa… Miałam dla Was film, którego niestety nie jestem w stanie zamieścić. Nawet Ojciec na Szczycie próbował, niestety, coś nawala. Chyba nie uda mi się pokazać Wam Matki na Szczycie w produkcji pt. „Szaleńcza jazda”

To miał być film wywracający Wasze pojęcie o zabawie z dzieckiem na sankach, łamiący konwencję, budzący kontrowersje (no, dobra, żartuję;p). Jego fabuła opierała się na tym, że największą radością dla dziecka były nie zjazdy na sankach, a szaleńczy bieg z radosnym kwikiem, za szaleńczo zjeżdżającą na nich matką, która także radosne kwiki wydawała. Taka komedia raczej;)


A dziś ranek przywitał nas smutny i bury (czyż to nie jest świństwo by poniedziałkowy poranek tak właśnie wyglądał?). Cieszę się, że udało nam się, jak pewnie i wielu innym rodzinom, wykorzystać tę piękną niedzielę według zasady 3S – sun, snow & ski smile!


  • Cudna, piękna zimowa zima! Uwielbiam taką :).

  • Tak, dzień był wyjątkowo malowniczy, jak z pocztówki:)

  • Swietną zdjęcia i prawdziwa polska zima. To Ojciec Na Szczycie na nartach nie jeździ? Byłam pewna, że śmiga niczym zawodowiec :).

    P.S. Ależ Ty fotogeniczna jesteś!

  • Ale u Ciebie piękna zima!!! U nas śniegu w tym roku praktycznie nie było, ja już czuję wiosnę w powietrzu. 🙂

  • Och, jak ja bym chciała już czuć wiosnę w powietrzu!:)

  • Haha, jakoś sobie Ojca na Szczycie na nartach nie wyobrażam. Siebie zresztą także nie;) My tacy niesportowi raczej i pod tym względem także do siebie pasujemy;)
    Co do fotogeniczności, to jest na to prosta recepta – robić zdjęć ile wlezie, a potem wybrać te kilka najlepszych;)

  • Kurczę no… zazdroszczę Ci tej bliskości gór! A wyciąg wygląda naprawdę zachęcająco!

  • Powiem, że coraz bardziej się do tych gór przekonuję, jeszcze niedługo dojdzie do tego, że je pokocham;)

  • Wyobraziłam sobie te Wasze kwiki i mi się gęba cieszy i przestać nie może 🙂 Grzaniec…mmm oj popiłabym 🙂

  • Szkoda, że nie udało się zamieścić filmu, był naprawdę pocieszny;)
    A co do grzańca, to przyjeżdżaj – wybierzemy się razem na niego!:)

  • próbowałam wyobrazić sobie twojego syna goniącego uciekająca na sankach mamuśkę i nie mogę przestać się uśmiechać pod nosem, to musiała byc dla niego nie lada gratka 🙂

  • Ha, to naprawdę był niezły ubaw i bardzo żałuję, że nie udało mi się pokazać Wam naszego filmu! Uśmialiśmy się jak bobry;)