Wycie to coś, co słychać od wczoraj w naszym domu cztery razy dziennie. Wyje syn, wyję ja. Nie jest dobrze.

Niestety, wczoraj z przerażeniem odkryłam, że poważne schorzenie oczek, które syn przechodził jesienią i które, myślałam, mamy już za sobą, odnowiło się.
Pierwsza reakcja – oczywiście szukanie okulisty w internecie (z powodu ponownego pojawienia się problemu, chciałam skonsultować sprawę z kimś innym niż poprzednio).
Piątek po Nowym Roku
, środek długiego weekendu, obawiałam się, czy w ogóle jakikolwiek lekarz będzie przyjmował. Na szczęście udało się takiego znaleźć.

Żeby oddać sprawiedliwość trzylatkowi, muszę przyznać, że mój syn jest rewelacyjnym pacjentem. Ale też w dużej mierze zależy to od lekarza, jaki go bada. W przypadku odpowiedniego podejścia, zawsze obchodzi się bez krzyków i płaczów, a za to z uśmiechem.


Nie było problemu z zaglądaniem do oczu w tej specjalnej maszynie, która unieruchamia głowę (kurcze, sama się jej boję), w świeceniu do oczu, w odchylaniu powiek.

Nie było. Ale to wszystko działo się w gabinecie.
A w domu jest wycie.


Bo w domu zakraplamy oczka. Serio, to dla mnie największe wyzwanie, jakie postawiło przede mną macierzyństwo! Próbowaliśmy wszystkiego – prośby, groźby, tłumaczenia, przekupstwa, rozkazu, błagania. Po jakiejś godzinie prób, wszystkich ponoszą emocje. I wyjemy.

Tak, próbowaliśmy też przytrzymywania i podania kropelki na siłę, ale co z tego, kiedy taka sytuacja powoduje, że syn zanosi się płaczem i natychmiast wypłakuje tę cholerną kropelkę.
Szczerze, jestem całkowicie rozbita. Właśnie nadchodzi godzina następnego podania kropli… Już dygoczę.

Każda matka przechodzi z dzieckiem wiele sytuacji. Są choroby, operacje, skaleczenia, rozbite głowy i dużo gorsze sprawy. My także przechodziliśmy ciężkie momenty, narkozę, operację, rekonwalescencję. Ale nic nie rozbijało mnie tak, jak te krople.

Rozumiem dziecko, które się boi przedmiotu zbliżającego się do oka, a jednocześnie histeria z jaką syn reaguje, doprowadza mnie… no, też do histerii.
I tak sobie wyjemy, płaczemy i dygoczemy. A to dopiero drugi dzień z dwutygodniowej kuracji…


A może ktoś z Was ma jakiś cudowny sposób na zakroplenie trzylatkowi oka? Ja wymiękam…