(i kota Garfielda…)
 
Nie bardzo lubię jeść, a już wybitnie nie lubię gotować. Nie interesuje mnie tematyka kulinarna w żadnej postaci (żeby było ciekawiej – jestem dyplomowanym gastronomem;p). 
 
Ale… Ale, co tu zrobić, jeśli blogerki tak wspaniałe przepisy raz po razie podrzucają!?
 
Pod ich wpływem nawet ja – osoba, która z kuchni korzysta niemal wyłącznie w celu zrobienia sobie kawy – zaczęłam temat oswajać.
Najpierw powstała sałatka sylwestrowa, znana też jako sałatka gyros, wg przepisu z Cukromania – znajdziecie go TUTAJ
A wyglądała ona tak (wrzucam fotkę na dowód, że faktycznie Matka Na Szczycie podjęła wyzwanie;p).
Nie upłynęło wiele czasu (jakieś dwa tygodnie;p) i ponownie znalazłam się w kuchni. Tym razem za sprawą Szalonookiej i najbardziej rewelacyjnego ciasta pod słońcem.
Ciasto jest rewelacyjne z dwóch powodów – po pierwsze w wersji uproszczonej (którą oczywiście wybrałam) nie trzeba go nawet piec! A po drugie – to najsmaczniejsze ciasto, jakie jadłam.
I mówi Wam to osoba, która – uwaga, będzie wreszcie oficjalny coming out – nie lubi ciast, czekolady i wszelakich słodyczy!

Przepis na to ciasto-fenomen znajdziecie TUTAJ. A poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądało w wersji wykonanej przez Matka&Syn na Szczycie.
I po tym wszystkim Matka Na Szczycie postanowiła, że nie będzie taka najgorsza. Nie lubię gotować w niemal równym stopniu jak prasować i wieszać prania, ale istnieją potrawy, które potrafię zrobić i to bardzo dobrze potrafię. 
I właśnie przepisami na nie, postanowiłam się od czasu do czasu z Wami dzielić. 
To nie jest taki całkowity debiut tej tematyki na blogu, bo kiedyś podrzucałam Wam już recepturę austriackiego omletu cesarskiego – TUTAJ.
 
Jak pisałam Wam już wczoraj (TUTAJ), Syn Na Szczycie zażądał lasagne. Zażądał dlatego, że jest to ulubiona potrawa jego ulubionego bajkowego kota. 
 

 

Źródło: http://bucatarici.ro/reteta-favorita-a-lui-garfield-lasagna/
 
Na szczęście tym razem, kulinarne pragnienie syna zbiegło się z moimi umiejętnościami i nastrojami.
Odkąd poznałam blog Kluseczka po włosku (znowu przez blogerki!), zatęskniłam za klimatami słonecznej Italii
Na razie te klimaty przypominają nam ogromne ilości cytrusów, bo od dwóch dni na Szczycie zawzięcie wyciskamy:)
A kuchnia włoska, to jedna z moich ulubionych. Mogłabym żywić się wyłącznie spaghetti i pizzą. No i oczywiście lasagne.
A do tego, w Biedronce trwa właśnie promocja tematyczna Włoskie Smaki (sprawdźcie TUTAJ), dlatego bez problemu mogłam zdobyć wszelkie składniki.
 
Najpyszniejszą lasagne jadłam kiedyś na północy Włoch, w przypadkowej sytuacji, gdy zaproponowała ją nam typowa włoska „mamma”.
W dość znacznej desperacji poszukiwaliśmy miejsca, w którym można coś zjeść, ale trafiliśmy do malutkiej wioski, gdzie próżno było cokolwiek znaleźć. W końcu natknęliśmy się na pensjonat.  Zamknięty. Ale wyszła z niego wspomniana Włoszka i wysłuchawszy naszej historii oznajmiła, że właśnie upiekła całą blachę lasagne dla swojej rodziny i zaprasza nas na obiad:)
Lasagne to moja popisowa potrawa. Bez fałszywej skromności powiem, że wychodzi mi rewelacyjnie. I oto dzielę się z Wami moim przepisem, w którym nie ma nic szczególnego, ale rezultat jest fantastyczny. I pyszny!:)
Potrzebne składniki:
– płaty makaronowe do lasagne (teraz do kupienia nawet w Biedronce)
– sos do spaghetti bolognese – ze słoika lub z proszku
– mięso mielone wołowo-wieprzowe, 500g
– 5 łyżek masła
– 5 łyżek mąki
– mleko, nie wiem ile, dużo:)
– kostka żółtego sera
– przyprawy: zioła prowansalskie, czosnek (w ząbku lub granulowany), ostra papryka, pieprz, biały pieprz, gałka muszkatołowa
– olej
 
Mój sposób, to na początku namoczyć płaty makaronowe w gorącej wodzie. To je zmiękcza i skraca czas pieczenia. Tylko trzeba je ułożyć tak, by się nie posklejały.

Mięso smażymy na oleju z dodatkiem czosnku, ziół prowansalskich i ostrej papryki. Do usmażonego dodajemy sos i jeszcze chwilę podsmażamy.

Podłużną blaszkę smarujemy masłem lub olejem i układamy trzy warstwy – kolejno makaron + mięso z sosem. 
 
Teraz pora na absolutny niezbędnik i coś, co czyni lasagne wyjątkową i przepyszną – sos beszamelowy.
W garnuszku roztapiamy masło. Gdy zacznie skwierczeć dodajemy mąkę i mieszamy (można na chwilkę zdjąć z palnika). Zaraz dodajemy niewielką ilość mleka, żeby lepiej rozprowadzić zasmażkę. Po chwili dodajemy więcej mleka.
Nie jestem w stanie powiedzieć Wam, ile mleka trzeba dodać. Robię to zawsze na oko. Będzie pewnie około dwóch szklanek, ale najlepiej dodawać sobie mleko stopniowo. 
Sos jest gotowy, gdy zaczyna parować, nie musi bulgotać. Powinien mieć konsystencję bardzo gęstej śmietany, ale jeśli wyszedł Wam za gęsty, to można zawsze jeszcze na tym etapie dolać mleka.
Sos gotuje się na malutkim ogniu i – co ważne – trzeba cały czas mieszać!
Doprawia się białym pieprzem i gałką muszkatołową. O ile pieprz nie jest konieczny, to gałka jest absolutnie niezbędna dla jego wyjątkowego smaku.

Potem, na warstwie mięsa dodajemy kolejną warstwę z makaronu i smarujemy ją połową sosu beszamelowego. Przykrywamy, ostatnią już, warstwą z makaronu. Ucieramy kawałek sera (też na oko) i mieszamy starty ser z resztą beszamelu. Rozprowadzamy na ostatniej warstwie.
 No i lasagne wędruje do piekarnika. Pieczenie odbywa się w temperaturze około 180 stopni, przez około pół godziny. Ale i tu zdaję się na „czuja”. Jeśli góra jest już ładnie przypieczona, a po sprawdzeniu nożem nie natrafiamy na twardy makaron, to znak, że można lasagne wyciągać:)
 
Źródło: http://www.keepcalm-o-matic.co.uk/p/keep-calm-and-eat-lasagne-8/
Ponieważ Matka Na Szczycie za sprawą blogerek po latach ponownie rozkręca się kulinarnie, to co jakiś czas będę Wam podrzucać swoje przepisy, między innymi na potrawy regionalne oraz… książkowe:)
  • A ktoś się ostatnio żalił, że nie potrafi gotować, a tu takie arcydzieło kulinarne stworzył! Przepis na lasanię kradnę i spróbuję ją przygotować mężowi, bo odkąd biedaczyna ze mną zamieszkał, je tylko gołąbki i inne polskie dania:). Za to pizza, którą robi, jest bardzo dobra, lecz niestety kaloryczna i ilekroć ją jem, mam ogromne wyrzuty sumienia!

  • P.S. Tej pizzy zazdroszczę!;)

  • Haha, bo właśnie nie umiem. Dlatego, że nie mam do tego serca i zapału. Ale jest kilka potraw, które bardzo lubię i dlatego umiem je zrobić:) W sumie, im bardziej wydziwiana potrawa, tym lepiej mi wychodzi, a takie zwykłe, tradycyjne to porażka;)

    Mam nadzieję, że mój przepis się sprawdzi i Twoja lasagne wyjdzie pyszna (bo jeśli nie, to spocznie na mnie pewnie jakaś włoska klątwa Twojej włoskiej rodziny;p). Tremę teraz mam, bo co innego zrobić lasagnę Polakom, a co innego prawdziwym Włochom! 🙂

  • Moje ulubione dania:) i ciasto, które uwielbiam 😀

  • 😀