„Been called a monster, called a demon, called a fake
I’m not an idol, not an angel, not a saint
I walk alone, I always have, I’m not ashamed (…)”
                          „Cradle To The Grave”
Five Finger Death Punch

 

To ja – Matka. Na swoim Szczycie. Witajcie w mojej bajce.
 
 
 
Ostatnio miałam przedziwny czas. Końcówka roku była szalona, pozytywnie zakręcona, totalnie aktywna i pełna niezwykłych zdarzeń.
To było cudowne, ale też nieco mnie rozproszyło, za wiele srok łapałam za ogony, czy też – pozostając przy ornitologicznych porównaniach – miałam pełne garście wróbli i nie mogłam już sięgnąć po gołębia na dachu.

Pod koniec ubiegłego roku postanowiłam sobie, że od stycznia muszę się troszkę uspokoić, zwolnić tempo, skupić na najważniejszym. I wcale nie chodzi mi tu o oklepany frazes skupiania się na rodzinie, bo rodzina akurat nic nie ucierpiała przez moje wzmożone aktywności. Ale ucierpiało moje pisanie książek, a już najwyższa pora dokończyć trzecią powieść.

Jednak zaraz na początku nowego roku pojawił się projekt kolejnego spotkania ze Zwierzakami Pocieszakami, warsztatów w Warszawie z Fundacją My Pacjenci i spotkania z moimi ulubionymi blogerkami.
W pierwszej chwili byłam nawet trochę zła – jak to, mój piękny plan zaszycia się na Szczycie legł w gruzach?! 🙂 Ale oczywiście, nie mogłam odpuścić sobie takiej okazji, by zobaczyć moje znajome z sieci, by wziąć udział w kolejnym fantastycznym spotkaniu, by spotkać czytelników.

Życie jednak pisze swoje scenariusze. Jak już wiecie, Syn na Szczycie się rozchorował i swój wyjazd do Warszawy musiałam odwołać. Oczywiście, jest mi żal, ale nauczyłam się już akceptować to, co przynosi mi los, nawet jeśli to jest nie po mojej myśli. 
Tak szczerze mówiąc, to przeważnie okazuje się, że obrót spraw, który w pierwszej chwili wydaje mi się niepomyślny, ostatecznie wychodzi mi na dobre (jak było chociażby z pewnym sierpniowym spotkaniem pisarzy, z którego także w ostatniej chwili musiałam zrezygnować).

W każdym razie, właśnie w tej chwili siedzę na swoim Szczycie zamiast balować w Warszawie. I wracam do swojej bajki. Bajki, którą sama tworzę. 
 
 
Końcówka ubiegłego roku to był także czas na przewartościowanie pewnych spraw i weryfikację pewnych znajomości. Mieszkając na Szczycie, jestem siłą rzeczy nieco z boku. Ale robiąc to, co robię, sama pcham się w sam środek mrowiska
Wiecie, gdzieś tam każdy z nas słyszał o cenie sławy, o wszystkich negatywnych skutkach, jakie ze sobą niesie. Myślałam, że dotyczy to tylko wielkich gwiazd i celebrytów z pierwszych stron gazet. Okazuje się jednak, że w wymiarze lokalnym może dotyczyć nawet osoby ze skromnym dorobkiem pisarskim i jeszcze skromniejszym dorobkiem blogerskim
I tak – pani ze sklepu jest na mnie obrażona, odkąd zobaczyła mnie na zdjęciu w gazecie, a pani z przychodni przejawia źle skrywany żal za pewien mój artykuł.
Niektórzy mają pretensję, że promuję nie tę książkę co trzeba, a inni, że nie chcę promować siebie. Następnym nie podoba się to, że w ogóle coś robię, zamiast bawić dziecko i siedzieć cicho. Jakiś cyrk! Nie mój i nie moje małpy;)

Przyznaję, że przez chwilę zatraciłam dystans. Nagromadzenie wydarzeń i kontaktów z ludźmi sprawiło, że trudno było patrzeć na wszystko z boku, tak jak mam to na co dzień w zwyczaju. Zanurzyłam się w klimaty typu „A nie lubi B, B nie lubi C, a C nie lubi mnie”. Zaczęłam się zastanawiać, czy jak napiszę tak i tak, to będzie ok? Bo może urażę tym A lub B? A z kolei jak napiszę tak i tak, to X i Y mogą się obrazić. Kurde! Dość! To nie ja!
 
 
 
Czas wracać do swojej bajki. Różne rzeczy można o mnie powiedzieć, ale na pewno nie to, że nie jestem prawdziwa.
Jestem zmienna, bardzo, jak to kobieta, więc dziś mogę coś uwielbiać, a jutro tym gardzić. Ale to nie znaczy, że to, co mówiłam dzień wcześniej było nieprawdą. Po prostu zmieniłam zdanie. Dziś mogę mieć ochotę na dalekie podróże, a jutro na zaszycie się we własnych czterech ścianach. Wedle nastroju, bo nastroje też mam zmienne. Jestem niestabilna, jestem neurotyczna, jestem bardzo emocjonalna. Ale nadal – to moja bajka.
 
W mojej bajce jestem niczym ta królewna z dowcipu, która w zamku za górami i lasami wyjrzała przez okno i stwierdziła: „Cholera, jak ja mam wszędzie daleko”.
No dobrze, w oryginale nie było „cholera”. Ale raczej nie używam na blogu wulgaryzmów. Dla niektórych, jak zauważyłam, są one wyznacznikiem prawdziwości. Rzucę parę kurew tu i tam, i jestem równa babka. Nie rzucę, to od razu podejrzenie, że robię z siebie świętoszkę, bo na co dzień mi się zdarza. Ano zdarza, ale nie uważam, by było to coś, co warto pielęgnować i świadomie prezentować szerszej publiczności.

Czas wracać do swojej bajki. W mojej bajce robię to, co chcę. W mojej bajce nie zmieniam się, by komukolwiek się przypodobać, choć dostosowuję się do życiowych okoliczności. Bo one także nie są stałe. Raz na wozie, raz pod wozem. Różnie się dzieje i wszystko się zmienia. I ja się zmieniam w trakcie mojego życia. Co naturalne, uspokoiłam się z biegiem lat, nie zamierzam nikogo szokować ani być bohaterką żadnego skandalu. Ale nie powstrzymuje mnie od tego obawa z gatunku „co ludzie powiedzą”, a raczej zwyczajny rozsądek.

W mojej bajce robię to, co chcę. Dla siebie, z pasji. Bardzo mi miło, gdy efekty moich działań cieszą też innych (jedne z najpiękniejszych słów jakie czytałam w życiu, to te od zachwyconych czytelników mojej powieści), ale rozumiem i akceptuję, że nie wszystkim musi podobać się to, co robię.
 
Przy okazji zachęcam każdego niezadowolonego (nie tylko i niekoniecznie ze mnie;p) do starego, dobrego mówienia prawdy w twarz, bo obrabianie drugiemu zadka za plecami jest zajęciem wyjątkowo obrzydliwym i małostkowym.
 
 
Każdy z nas ma ogromny wpływ na własną bajkę. Na kreowanie własnej rzeczywistości. Nie wszystko zależy od nas, ale to, jak reagujemy na to, co los przynosi, już tak.

Najgorzej to siedzieć z założonymi rękami i biadolić, jak jest źle. Nie potępiam tego, sama wielokrotnie to przerabiałam. Czasami człowiek po prostu nie ma sił, nie ma odwagi, albo nawet nie ma chęci. Bo przecież narzekanie nic nie kosztuje i jest dużo prostsze od wzięcia życia w swoje ręce. Ale warto, warto tworzyć własną bajkę i opowiadać ją po swojemu. 

Mamy tylko jedną bajkę do opowiedzenia, szkoda tracić ją na żale, narzekania i dogryzanie innym. 
Ja wracam do swojej bajki. Prawdziwej, bo mojej, niezależnie od tego, jak oceniają ją z boku. 

I będzie mi bardzo miło, jeśli będziecie mnie w mojej bajce odwiedzać, ale pamiętajcie, że w mojej bajce, to ja trzymam berło;) Obiecuję za to nie ruszać Waszych:)
 

P.S. Moja bajka nie jest idealna. Są w niej smoki i potwory (jak w każdej dobrej bajce), ale to moje smoki i potwory, i muszę sobie z nimi sama radzić:)

P.S.2 W tym poście po raz pierwszy możecie oglądać tylko moje portrety, może to być dla Was nieco nudne, ale… to w końcu moja bajka😉