Zastanawiałyście się, czemu niektórzy faceci wydają się być tacy nieudani? Wygodniccy, opieszali, bez inicjatywy.
Czemu nie sprzątają po sobie, rzucają skarpetki na podłogę i zalegają całymi dniami na kanapie?
To przeze mnie.
Znaczy – przez kobiety takie jak ja.

Sytuacja nr 1:
Rano. Marzę tylko o tym, by w spokoju wypić kawę. Zawsze rano o tym marzę.
Jako ekstremalny niskociśnieniowiec po przebudzeniu jestem całkowicie nieprzytomna i potrzebuję nieco czasu i wspomagaczy żeby dojść do siebie. Dlatego staram się wstawać przed dzieckiem, właśnie po to, by mieć tę chwilę dla siebie. Ale nie zawsze się udaje.


Jest więc rano. Budzimy się razem. Soczek, nocnik, sweterek, serek, podaję wszystko półprzytomnie byle tylko jak najszybciej uciec zrobić sobie kawę.
Syn siedzi na kanapie i ogląda bajkę, ja w swoim „gabinecie” piję kawę i sprawdzam maile.
Mamusiu, przynieś mi kocyki – słyszę.
Bez słowa wstaję, idę do pokoju i kocyki przynoszę.
Za chwilę:

Mamusiu, przełącz mi program.
Wstaję, idę do pokoju, przełączam.
Mamusiu, przynieś mi to czerwone autko – dobiega mnie za jakąś minutę.
Wstaję, przynoszę.
Za każdym razem mam wielką ochotę powiedzieć – „Możesz to zrobić sam„, ale wiem, że to doprowadzi do długiej dyskusji, dlaczego sam, że nie chce sam, że „ty, mamusiu, musisz”, a ja pragnę tylko w spokoju (no, względnym spokoju) wypić tę cholerną kawę. Przyniesienie autka, soczku, kocyka zajmuje 15 sekund, dyskusja wychowawcza 15 minut.

Sytuacja nr 2:
Milion rzeczy do zrobienia. Chcę szybko posprzątać, bo muszę jeszcze załatwić sprawy X, Y i Z, a dzień ucieka.
– Mamusiu, ja ci pomogę.
Każda matka by się ucieszyła, słysząc takie słowa. Ja nie. Pomaganie syna sprawia, że sprzątanie trwa dwa razy dłużej i trzeba właściwie potem wszystko sprzątać od nowa.
– Nie, pobaw się synku, dam sobie radę.

Sytuacja nr 3:
Ja sam (ubiorę buty, ubiję śmietanę, nakarmię kota, znajdę kurtkę, spakuję torbę, itp.).
Nie, śpieszymy się, daj, ja to zrobię szybciej.

Sytuacja nr 4:

Mamusiu, pracujesz?
– Tak.
– Ja ci pomogę. Będę pisał znaczki.
– Synku, jeszcze nie umiesz, pobaw się lepiej swoimi zabawkami
.

Tak, popełniałam karygodne błędy. Nie zawsze, ale często. Z wygody, z pośpiechu, z zagonienia, ze zmęczenia, z pragnienia świętego spokoju. Przyszedł wreszcie moment, gdy się ocknęłam.

Sytuacja nr 5:
Syn siedzi na kanapie (co faceci mają z tą kanapą?! to jakiś mebel z piekieł, naprawdę!). Pilot od telewizora leży nieco dalej niż na wyciągnięcie ręki od niego. Ja w drugim pokoju.
– Mamusiu, podaj mi pilota.
Cholera i co jeszcze? Chipsy i browara? Meczyk włączyć?

Ocknęłam się. To właśnie przez takie kobiety, takie matki, dorastają faceci, którzy mają  dwie lewe ręce do wszystkiego w domu, którzy zalegają powygniatane kanapy z puszką piwa w ręce i oczekują, by kobieta podała im pod nos gorący obiad i czyste majtki. 

Pamiętacie Powolniaka z kultowego serialu „Co ludzie powiedzą”?
Źródło: http://www.from-the-archive.co.uk/2012/09/forever-onslow-geoffrey-hughes-tribute.html


Sytuacja nr 6:

Siedzimy w kąciku zabaw syna. Bawimy się autkami.
Mamusiu, przynieś mi radiowóz z drugiego pokoju.
Szymusiu, jeśli chcesz radiowóz, sam po niego idź.
– Nieeee! Ty przynieś.
– Ale ja nie chcę radiowozu. Ty chcesz. Jeśli chcesz radiowóz, to sam po niego idź.
– Nieeee! Nie chcę!!!
– To, jeśli nie chcesz, to nie idź.
– Chcę!!! Ty idź!
– Szymonku, oboje jesteśmy w tym pokoju, radiowóz jest w drugim. Jeśli go chcesz, to musisz sobie przynieść.
– Nieeee!, Ty musisz!!!

Po jakiś dziesięciu minutach takiej dyskusji przeplatanej wrzaskami syna, udaje się osiągnąć sukces wychowawczy, sam przynosi sobie radiowóz.

Droga trudniejsza, bardziej wymagająca, ale kto powiedział, że będzie łatwo?
Mam nadzieję, że w zamian za to, kiedyś, za dwadzieścia, trzydzieści lat, pewna kobieta będzie miała łatwiej i przyjemniej.

  • Podobno to tak działa. Dziewczynki matka podświadomie szybciej uczy samodzielności żeby sobie w życiu dawały radę…a z chłopcami jest trochę inaczej. Nie odnoszę się tu do Ciebie. Wiem takie rzeczy z rozmów z innymi matkami, których dzieci już dawno swoje rodziny założyły:) Nie wiem jak to będzie jeśli kiedyś będę miała syna…na początek przeczytam wtedy Twój wpis :*

  • Chyba rzeczywiście pora wdrażać dziecko do małych "prac". Wszystkim Wam wyjdzie to na dobre. Chociaż wiem sama, jak trudno takiemu słodziakowi odmówić 😉

  • No, bo synuś to taki panicz właśnie;) Będę chyba okropną teściową;)

  • A, to nie tyle kwestia niemożności odmówienia, co raczej własnej wygody mną kierowała – szybciej coś podać, spełnić zachciankę niż tłumaczyć i wdawać się w polemiki z małym złośnikiem…:)

  • Co do kawy, to mam podobnie- bez niej rano ani rusz:).

    Nie wiem, jak to będzie u mnie, bo Gaja jest jeszcze za mała na słuchanie poleceń, ale myślę sobie, że chcąc nie chcąc, będę postępowała w sposób podobny do Ciebie. Wiem, że to nie jest zbyt dobre rozwiązanie, ale znając życie, też będę podkładała córeczce wszystko pod nos. Na pewno tego nie wiesz, ale mój blog miał kiedyś inną nazwę- Jaśnie Panienka Gaja:). Nie mam zamiaru jednak wychowywać księżniczki, choć mimowolnie do tego dążę. A może tak jest z jedynakami, jak uważasz?

    Twój synek na szczycie pali się do pomocy, z tego, co czytam, zatem masz szansę na wypicie w spokoju kawy:).

  • Synowa to oceni 😀

  • 😉
    Tak na serio, to mam plan być spoko teściową, ale znając mój charakter, to może być różnie;)

  • Faktycznie, z tą nazwą, to nie wiedziałam:)
    Trudno mi powiedzieć, nie mam porównania, jak to jest z większą liczbą dzieci, ale pewnie coś w tym jest, co piszesz. Jak się ma więcej potomstwa, to siłą rzeczy nie da się ich wszystkich rozpieścić;) No i dziecko, które ma rodzeństwo, automatycznie uczy się, że nie jest pępkiem świata…

  • niech pomaga, a jak będzie starszy zrobi ci obiad 😀 jakiś czas temu schabowe dzieciak mi ubił, posolił, popieptrzył, wymoczył w jaju, ja tylko smażyłam 😀 ma całe 6,5 roku. ze sprzątaniem zabawek gorzej. ja też po gastronomiku jestem

  • A, to masz pociechę z synka!:) Choć, ja chyba bym wolała jednak to, żeby mój w przyszłości sprzątał po sobie (na razie potrafi tylko perfekcyjnie dom do góry nogami przewrócić, a sprzątać, owszem, chce, ale po tym jego sprzątaniu, to większego porządku nie ma niż przed sprzątaniem;p)

    P.S. Ja mam zrobioną specjalizację z gastronomii, przy okazji hotelarstwa, no ale jednak powinno mnie to predysponować do bycia dobrą kucharką, a jakoś nie bardzo…;)

    Pozdrawiam:)

  • ja mam policealne hotelarstwo haha a ze sprzątanie marnie idzie 😀 ale też ważna umiejętność. Jak ma humor to pomaga mi sprzątać i składa ubrania