Nie, to nie będzie przepis na to, jak wykonać lukier do świątecznych wypieków. Chociaż, może po części… Lukier to coś, co leży na wierzchu i rzuca się w oczy, przykrywając to, co jest pod spodem. A tam może być zarówno smakowity pączek, jak i udająca go czerstwa bułka.

Lukier jest modny. Tak samo mówienie o nim. Blogom parentingowym często zarzuca się, że ociekają lukrem, pokazując piękne obrazki macierzyństwa, zamiast brutalnego real life. Jak za to pokazują szarą rzeczywistość, to zarzuca im się, że są nudne, monotonne i bez polotu. Ludziom zawsze coś będzie nie pasować, więc ten temat zostawiam.

A dlaczego u mnie, w przeważającej liczbie wypadków, jest kolorowo i wesoło, czy też, jeśli chcecie to tak widzieć – lukrowanie, to wyjaśniałam już kiedyś TUTAJ oraz TUTAJ.

Tam temat został już opisany z mojego punktu widzenia, więc nie będę się powtarzać i Was zanudzać swoim optymizmem. A jednak chciałam o lukrze.
Ostatnio życie postawiło mnie przed wieloma nowymi rolami, a wraz z nimi przyszło wiele nowych doświadczeń. Nie wszystkie miłe, jednak, jak już Wam wspominałam TUTAJ –  jestem kolekcjonerką doświadczeń.
W tym momencie przypomina mi się tekst z Paktofoniki, której w młodości słuchałam:

 

„Życie nasze składa się z krótkich momentów
Cudownych chwil, czy przykrych incydentów
Niczego nie przegapię, wszystkie je łapię
Korzystam z talentu, przelewam go na papier”

 

Ja także zachłannie łapię momenty i doświadczenia. Jestem uzależniona od tych „ostrych krawędzi emocji”, o których możecie przeczytać we „Wiośnie po wiedeńsku”.
Jednak, nie tylko łapczywie chwytam zdarzenia. Próbuję także je obracać, rolować i wywijać, żeby każde z nich zrozumieć, wyciągnąć wnioski.
Udział w projekcie Zwierzaki Pocieszaki przyniósł mi wiele doświadczeń do rolowania i wywijania na wszelkie sposoby.Przede wszystkim, niezmiernie zaskoczyły mnie reakcje niektórych osób. Wierzcie, lub nie, lecz w swej naiwności sądziłam, że akcji charytatywnej każdy przyklaskuje i popiera.
Jakże się myliłam! Okazało się, że akcja charytatywna potrafi ludzi kłuć w oczy!
Zwierzaki Pocieszaki
Fot. Renata Mrowińska dla zwierzakipocieszaki.pl

I tu dochodzimy do lukru. Bo odbiorcy właśnie jego widzą. Pięknie wydaną, ilustrowaną książeczkę, o której piszą gazety i mówią telewizje. Widzą nas – autorki, jak rozsyłamy znad niej uśmiechy.

A czego nie widzą? Nieprzespanych nocy, wielu, wielu godzin pracy, wyrzeczeń i zaniedbywania nieraz zawodowych obowiązków, poświęceń, czasem kłótni i straconych przyjaźni, tysięcy rozmów, maili, telefonów z prośbami o pomoc, wsparcie, zainteresowanie.

Każda z autorek i osób współtworzących książeczkę włożyła w nią wszystko, co mogła. Na maksa. Tylko dlatego, teraz możecie oglądać śliczny efekt naszych działań. Gdybyśmy nie dawały z siebie wszystkiego, gdybyśmy tak dalece nie poświęcały się dla tej sprawy, to mogłaby z tego wyjść raczej ta czerstwa bułka niż lukrowany pyszny pączek.
I jeszcze jedno, bo spotkałam się z zarzutami, że w ogóle promujemy książeczkę. Padły nawet słowa, że działalność charytatywną powinno się prowadzić w ukryciu, tak żeby się nią nie chwalić (chyba o to chodziło?), żeby nikt o niej nie wiedział.
No i mam teraz pytanie, bo może to ja czegoś nie rozumiem, ale jak myślicie –ile sztuk Zwierzaków Pocieszaków sprzedałoby się, gdybyśmy nie prowadziły akcji informacyjno-promocyjnej?
Tak, pewnie kupiłby ktoś z naszych, autorek, rodzin. Może kilku znajomych.
Raczej, to nie byłoby około 500 sprzedanych sztuk, tak jak jest to w tej chwili.
Przy okazji dziękuję Wszystkim portalom, profilom, blogom i innym stronom, które piszą o naszej akcji, poszerzając tym samym krąg odbiorców. Sukces Zwierzaków Pocieszaków to także Wasza zasługa!
Piotr Cyrwus i Zwierzaki Pocieszaki
Aktor Piotr Cyrwus ze Zwierzakami Pocieszakami
Każdy ma swój świat. „Ludzie są dziwni” – tak mi wczoraj powiedziała znajoma i do tego wszystko się sprowadza. Każdy jest dziwny, ja także, dlatego wielu z nas nie zrozumie się nawzajem.
Jestem dziwna, szczerze i otwarcie się do tego przyznaję. Wzięłam udział we wspaniałym projekcie, jestem jego współtwórcą, jestem z tego projektu dumna i chcę by jak najwięcej ludzi się o nim dowiedziało, bo to przekłada się na sprzedaż książeczek.
A sprzedaż książeczek przekłada się z kolei na ilość pieniędzy, które trafiają do chorych i potrzebujących dzieci (zauważcie, że kupując Zwierzaki Pocieszaki dokonujecie wpłaty bezpośrednio na konto Fundacji „Kawałek Nieba” – trafia tam każdy grosz!).
Do tego sama książeczka jest pięknym i wartościowym dziełem, które przynosi radość wielu małym czytelnikom. I chcę żeby świat się o tym wszystkim dowiedział.Tak, jestem  dziwna.