O tym, że kocham Małopolskę już na blogu kiedyś pisałam. A swego czasu pokusiłam się nawet o stworzenie tekstu promującego piękne małopolskie miejscówki – TUTAJ.
A teraz okazało się, że Małopolska kocha mnie:)
Oto, co przyniósł mi dzisiaj listonosz:

Małopolska

Wygrana w konkursie organizowanym na oficjalnym profilu fanpage Małopolska.

Mała rzecz, a cieszy. Cieszy, bo sympatyczna. Cieszy, bo wszyscy lubimy dostawać prezenty. Cieszy, bo ładna. I cieszy jeszcze z jednego powodu – kolejny raz spełniło się moje pragnienie:)
Niby dotyczy to drobiazgu, ale to właśnie takie drobiazgi często rozjaśniają ponury dzień, umilają smutną chwilę, wywołują uśmiech.

Te korale pierwszy raz zobaczyłam na portalu Modne Podhale i od razu mnie zachwyciły. A żeby być całkowicie szczerą – najbardziej zachwyciło mnie pudełko!
Gratuluję pomysłu jego twórcy! Rewelacja! Utrzymane w modnym ekologicznym stylu, ozdobione gwaszem Zofii Stryjeńskiej – wybitnej artystki pierwszej połowy XX wieku, pochodzącej z Małopolski (więcej o Zofii Stryjeńskiej, jak i o samych koralach – ich pochodzeniu, znaczeniu i związanych z nimi tradycjach, można przeczytać na spodzie pudełka).
No i ten patent z wycięciem na korale! Normalnie, aż żal je z pudełka wyciągać!

Małopolskie korale

Jakoś niedługo potem, uczestniczyłam w wydarzeniu zorganizowanym przez Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego. Gościom wręczano na nim tajemnicze papierowe torby. Po cichu liczyłam, że znajdują się w nich te piękne korale. Niestety, rozczarowałam się. W środku były jedynie pięknie wydane albumy. Albumy rozczarowały mnie również, ponieważ zamiast uroków Małopolski przedstawiały głównie wykonane w regionie inwestycje. Szkoda, bo nasze województwo jest tak piękne, ciekawe, pełne atrakcji i interesujących tradycji, że z pewnością znalazłoby się wiele ciekawych zdjęć do umieszczenia w takim albumie. A biorąc pod uwagę wysoką jakość papieru i wykonania – byłby to album zachwycający.

Ale ja nie o tym, o koralach miało być.
Korale mi w głowie siedziały i oto pojawił się konkurs. Nawet nie wiedziałam, że właśnie one są w nim nagrodą. Było napisane, że „niespodzianka”.
Wzięłam udział, wygrałam. Myślę, że stało się to dzięki mojemu cudownemu synowi, bo to on jest zdecydowanie ozdobą naszego zwycięskiego zdjęcia (które możecie zobaczyć poniżej). Ja wyszłam niczym księżyc w pełni, błyszczący ponad małopolską ziemią:)

Małopolskie ozdoby

W pakiecie z prezentem znajdował się także dużego formatu terminarz na przyszły rok, który bardzo mi się przyda. Wiecie, że właśnie tak pisałam „Jesień w Brukseli”? Najpierw powstał zbiór luźnych fragmentów w moim terminarzu, potem musiałam rozpisywać sobie w nim kto jest kim z bohaterów (bo oni tam nieźle mieszają z tożsamościami), a także planować poszczególne etapy, toczącej się w książce akcji.
Mam nadzieję, że ten nowy terminarz też cały zapiszę przy tworzeniu następnych powieści.

I co mnie jeszcze w paczce urzekło – odręcznie napisane gratulacje. To bardzo miłe w epoce komputeryzacji, masówki, unifikacji. Powiało urokiem dobrego retro:)
Odpowiadając na tekst z pocztówki – droga Małopolsko, na pewno będę śledzić twój profil, bo warto, bo lubię, bo mam do ciebie bardzo życzliwy stosunek:)

Małopolska nagroda

A co do samych korali – będę nosić!:) Niby proste, ludowe, niewyszukane, a pięknie się prezentują. Nie przepadam za biżuterią, nie noszę jej zbyt wiele, ale małopolskie korale założę z radością.

Czerwone korale

Na www.kolorystyka.pl przeczytałam, że „Kobiety, które wybierają ten kolor, mają skłonność do szybkich i emocjonalnych reakcji” – no, cała ja!:) A to, co jeszcze bardziej mi się spodobało, to stwierdzenie, że jeśli wybieram czerwony, to znaczy, że: „dobrze wiesz, czego w danej chwili pragniesz i na ogół to dostajesz” I to zdanie najlepiej podsumowuje ten post:)
Z małopolskimi czerwonymi koralami ruszam na dalszy podbój świata!:)

Matka na Szczycie