Jabłko w lukrze
I znowu coś o czerwonym u mnie. Tym razem o czerwonym jabłku. Ale nie tylko o nim.
Są takie rzeczy, które budzą nostalgię. Przedmioty, miejsca, zjawiska, które w dzieciństwie były dla nas ważne, które na zawsze zapamiętaliśmy.I są takie chwile, kiedy po te przedmioty sięgają nasze dzieci. Kiedy odwiedzają te same, co my w dzieciństwie, miejsca. Kiedy cieszą je te same, co nas kiedyś, zjawiska.
Te chwile mają w sobie niesamowity ładunek emocjonalny.

Nie mówię tu o tym, że mój syn ogląda Reksia, tak jak ja dwadzieścia pięć lat temu. To też budzi pewną nostalgię, ale to nic niezwykłego. Tak samo, jak to, że podobnie jak ja w dzieciństwie i on bawi się klockami LEGO – wszyscy to przerabiamy.
Mówię o tych wyjątkowych sprawach.
Pamiętacie BeeMiXy? Jaki to był szał, kiedy się pojawiły! Z koleżankami jeździłyśmy jeszcze na starych składakach, gdy jeden chłopiec z osiedla śmigał już na BeeMiXie. Co za szpan! Efekt był taki sam, jaki u starszych dawało podjeżdżanie nowiutkim mercedesem.
Ależ ja chciałam mieć swojego BeeMiXa!
A teraz mój syn takim pomyka. Gdy kupowaliśmy rower i przeczytałam ten napis na ramie, wywołało to we mnie całą falę wspomnień.
BMX
I przyszła kolej na wspomniane w tytule jabłko. To także była nie lada atrakcja. Zresztą, w czasach, w których byłam dzieckiem prawie wszystko było atrakcją. Cieszę się, że jestem z początku lat osiemdziesiątych, cieszę się, że pamiętam jak kiedyś było inaczej.
Wycinałam wielbłądy z paczek po Camelach i tworzyłam makiety pustyni. Z gałązek po winogronach (tak, jadałam wtedy czasami winogrona) robiłam drzewka. Zbierałam pudełka po jogurtach, sreberka po czekoladkach i papierki po gumach do żucia.
Pamiętam, jak mama przywiozła mi jogurt z Wiednia. Jogurt. Z Wiednia. Nie wypasioną zabawkę, a jogurt.
Żal mi było go zjeść. Kilka dni z nim chodziłam, oglądając z każdej strony. Był z kiwi. W przezroczystym pojemniczku. Na dnie widać było zielony dżem. Jaki to był piękny widok! Pamiętam go do dziś!I czy nie trochę szkoda, że w czasach, w których mamy wszystko, dzieci pozbawione są tego zachwytu i tej kreatywności? Po co coś zbierać, wycinać? Po co robić sobie zabawki i odkrywać je w pozornie niemających nic z zabawkami wspólnego przedmiotach? Skoro wszystko można bez wysiłku kupić…
Już nic tak nie zachwyca. Kupimy jedno, zaraz chcemy inne. Nawet my – dorośli.

Wracam do czerwonego jabłka. Jabłka w lukrze. Na patyku. Mój największy przysmak z dzieciństwa. Rzadko gdzie i kiedy udawało się je dostać. Czasami w wesołym miasteczku lub na jakimś festynie. Takie piękne! Lśniące, intensywnie czerwone, słodkie.
Rok temu na krakowskim Jarmarku Bożonarodzeniowym (TUTAJ możecie zobaczyć, jak było) kupiłam je synowi.

 Jarmark świąteczny Kraków
To jabłko stało się wtedy dla mnie niemal symbolem. Symbolem stałości wśród zmian, stałości w rozpędzonym, biegnącym naprzód świecie.
Stało się dla mnie łącznikiem pomiędzy przeszłością a teraźniejszością.
Wiem, wiem, to tylko jabłko w lukrze. Ale Wy też pewnie macie takie przedmioty? Może zrobimy listę?:)
Jabłko w cukrze