Zarzekałam się, że tego nie zrobię. Że nie mam czasu. Że, prowadząc kilka profili, pisząc książki, robiąc zdjęcia, tworząc biżuterię, dbając o dom, a przede wszystkim – będąc mamą Małego Chłopca, nie znajdę już czasu na prowadzenie bloga.
Wiele osób mnie do tego namawiało. Moich znajomych z blogosfery. W końcu zaczął mnie (na swoją zgubę chyba) namawiać do tego nawet własny mąż. Ale się nie złamałam.
Wszystko zmieniło się, gdy wzięłam udział w pewnym zjeździe blogerek. Pojechałam tam, by opowiadać im o pasji i łączeniu jej z macierzyństwem, o pogoni za marzeniami, i oczywiście o pisaniu książek.
I co się stało? Nie wiem, czy swoją opowieścią porwałam blogerki, za to na pewno one porwały mnie. Swoją energią, zapałem, pomysłowością.
I tak oto jestem tutaj, ja – Matka na Szczycie.
Powitanie ze Szczytu

Na szczycie nie jest łatwo. Przede wszystkim można z niego zawsze spaść. A i wchodzi się przecież z trudem (nie mówiąc o zimowym wjeżdżaniu). Na szczycie bywa samotnie, bo przecież wielu się na nim nie pomieści. Na szczycie czasami jest zimno, bo jest się odsłoniętym i wystawionym na bezlitosne wichury. Ale za to ze szczytu widać lepiej i więcej. A i często można chodzić z głową w chmurach (dosłownie).
Z perspektywy szczytu wszystko jest inne, a i przebyta droga wydaje się lżejsza, niż była w rzeczywistości.

Z tej perspektywy dziś patrzę, bo mieszkam właśnie na szczycie góry. A jeśli chodzi o te metaforyczne szczyty… cóż, zawsze jest jeszcze jakiś, na który warto się wdrapać.

Nie potrafię żyć bez pasji, bez twórczych działań, które nadają życiu wyjątkowy sens. Wiem już jak pisze się artykuły i powieści. Wiem, jaką satysfakcję daje pisanie tych ostatnich. Dziś zaczynam moją przygodę z blogowaniem – kolejne wyzwanie, kolejny szczyt do zdobycia. Nie wiem, jak ta historia potoczy się w praktyce, ale chcę się przekonać.

Ten blog będzie nie tylko o macierzyństwie. Może nawet na ten temat będzie mniej niż na inne. Jednak nie potrafię patrzeć na świat inaczej, niż przez pryzmat bycia mamą. Mamą jestem zawsze na pierwszym miejscu.

Matka na Szczycie

 

Życzcie mi więc powodzenia w tej nowej drodze na szczyt (i żeby śnieg mi jej jak najdłużej nie przysypał!). Wybaczcie z początku drobne potknięcia – dopiero oswajam się z blogowaniem. Ten post rodził się w wielkich bólach, bo wszystkiego muszę się nauczyć – edytowania, wstawiania zdjęć, itd.

I na koniec ostatnia uwaga – to moja przestrzeń, gdzie wyrażam swoje subiektywne przemyślenia i opinie. Nie musicie się z nimi zgadzać, nie muszą się Wam podobać. Możecie ze mną polemizować, ale jeśli ktoś nie potrafi tego robić w kulturalny sposób, wtedy najprościej jest zwyczajnie opuścić tego bloga. Hejterom mówię: nie.
Wszystkich innych serdecznie zapraszam do zaglądania:)

P.S. I wybaczcie mi przecinki, czasem w nieodpowiednich miejscach, a czasem brakujące – zawsze miałam z nimi problem;)

  • I tak zaczęłam właśnie sobie czytać Ciebie od początku 🙂

    • To dobrze, że ostatnio poświęciłam trochę czasu na edytowanie starych wpisów, bo po przeprowadzce na WordPress strasznie się niektóre rozjechały 🙂